Dżangel bugi!

Wagon pełen wrażeń

z ayutthaya do khao yai national park (13)Z Ayutthaya wzięliśmy pociąg Ordinary (czyli zwykły) do Pak Chong. Zasiedliśmy w ostatnim wagonie, w którym wydzielona była też przestrzeń dla mnichów. Wygodne siedzonka, mało ludzi, cisi mnisi. Idealne warunki na dwugodzinną podróż. Rzeczywistość – jak to w Tajlandii wywróciła się do góry nogami jak tylko okazało się, że wszystkie pozostałe, wolne miejsca zajeły przekupki handlujące w pociągu. Zaczęły się dyskusje, śmiechy, wymiana koszyków, toreb, masaże i odpoczynek. Lokalny koloryt. Myślimy sobie: spoko, za pociąg zapłaciliśmy 2 zł 30 groszy na osobę, musimy pokochać go z całym „dobrodziejstwem”. Jak tylko przywykliśmy do handlarek pociąg zatrzymał się na stacji, przy szkole. W parę sekund nasz wagon zapełnił się 50 młodymi Tajami, ubranymi w stroje skautów, jadącymi na wycieszkę. Nie sądziłam, że można tak sprawnie upakować wagon, zajęliśmy z Mariem jedno siedzenie. Dzieciaki nie mogły przestać się śmiać jak zadałam im pytanie: Do you speak English? Reszta podróży upłynęła nam od krótkich rozmów, wymiany uśmiechów, aż po częstowanie mandarynkami, czipsami i wspólnymi zdjęciami. Oszołomieni wysiedliśmy z pociągu. Umówiony taksówkarz zawiózł nas do Boby`s Place, tu będziemy spać (200 BTH). Właścicielem Guest House jest europejczyk, który pośliubił Tajkę. U niego wykupujemy też wycieczkę do najstarszego parku narodowego Tajlandii – Khao Yai.

Krokodyl o imieniu Tonny.

O 7 rano wyruszyliśmy półciężarówką do parku. Naszym przewodnikiem jest Ano, malutkiego wzrostu Taj, który śmiejąc się i wydaje dzwięki niczym Golumn. Ano od 13 lat prowadzi ludzi przez dżunglę, mówi, że to jego rodzina. Niestety ani razu nie widział tygrysa, zapewne dlatego, że w parku jest ich tylko 5. Serpentynami wjeżdzamy na górę. Po pół godzinie jazdy Ano krzycząc „gibon, gibon” i skacząc jak małpka każe nam wyskakiwać z paki. Tym oto sposobem nasz przewodnik „upolował” dla nas widok dwóch olbrzymich gibonów (biały i czarny), które siedziały hen hen wysoko na drzewach. Potem widzieliśmy różnokolorowe ptaki, jaszczury oraz gekony – ich niejsze wiewiórki.

120116_Khao Yai National Park_Tajlandia (3)

Obejrzyj GALERIĘ! Kliknij

W końcu przyszedł czas na trasę przez dżunglę. Zaopatrzeni w długie okrycia wierzchnie, specjalne skarpety przeciw ukąszeniom tego co na ziemi, ruszyliśmy w 3 godzinny treking. Pierwszy raz byłam w lesie, który pochłania cię tak bardzo. Oprócz ciągłej czujności w jaką trzeba się uzbroić, żeby nie przewrócić się o wystające konary i liany otacza nas głęboka cisza, przerywana co chwila bzyczeniem, gwizdaniem, gdakaniem, spiewem ptaków czy nawoływaniami gibonów. W oddali co chwila słychać było szum rzeki i wodospadów. Nie da się tu być i myśleć o czymś innym, kiedy liście palm, bambusów, soczyste trawy i zwisające pnącza smagają cię po twarzy, ramionach i nogach. Powalone drzewa, pochody termitów, kałuże, wielkie głazy sprawiały, że nie był to zwykły spacer tylko ciągła gimnastyka. Rodzice – nie martwcie się, nikt z pięcioosobowej grupy nie zobaczył przez cały dzień ani jednego komara😉.

Idę za Ano, czuję zapach polskiej przyprawy Maggi. Nasz malutki przewodnik truchleje, zatrzymuje nas w półkroku i mówi: czuję zapach krokodyla! Dosłownie na palcach zbliżyliśmy się do rzeki, a on (Tonny) leżał bez ruchu na konarze. Ano twierdzi, że „zna go” od małego. Krokodyl ten przywieziony został do parku 10 lat temu, od tej pory zadomowił się w rzece.

Niestety nie spotkaliśmy głównej po tygrysie atrakcji parku: słoni żyjących tu na wolności. Ale – możecie wierzyć albo nie – czuć było ich obecność. Obserwując połamane krzaki i drzewka, szerokie trasy w trawach oraz niezliczone okrągłe i duże świeże kupy można odczuć wrażenie, że to jest ich świat, a my jesteśmy tylko obserwatorami z zewnątrz.

Jednak dwie rzeczy w dżungli podobały mi się najbardziej: wysokie, dwustuletnie drzewa, których pnie łączyły się ze sobą w labirynty oraz tatuaże naszego przewodnika. Wykonał je kiedy był jeszcze małym chłopakiem, robiono je stopniowo jak dorastał naturalną metodą: używając kawałka bambusowego szpikulca i naturalnego barwnika. Ano z dumą prezentował owoc swojego cierpienia, piękny strój wojownika ma go chronić przed niebezpieczeństwami, które jak twierdzi czekają go wszędzie, ale nie w dżungli…

Jutro kierunek: Chang Mai, autobusem 13 godzin🙂

120116_Khao Yai National Park_Tajlandia (128)

8 thoughts on “Dżangel bugi!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s