Miasta Kambodży Siem Ream i Phnom Penh

Bardzo miłym zaskoczeniem okazały się być dla nas duże miasta Kambodży. Nie ma ich zbyt wiele na mapie tego kraju, ale Siem Reap i Phnom Penh były miłym urozmaiceniem po wielu wioskach jakie przemierzyliśmy tu i w Laosie.

W Siem Reap spodobało nam się życie nocne, mnóstwo barów, uliczne grille, urocze kafejki, duże, gwarne ulice i wąskie, ciasne alejki. Poczuliśmy się tu trochę jak w jakimś włoskim miasteczku. O dziwo obraz ten zmieniał się całkowicie gdy nastawał dzień. Znikały blaski lampionów, świec, świateł neonów. Ukazywał się wtedy standardowy kambodżański brud i rozgardiasz. Nam, Europejczykom trudno pojąć, jak można zaśmiecać aż tak swoje własne miasto i najbliższe otoczenie, nie wspomnę już o zapachu jaki roznosił się tu w ciągu upalnego dnia. Ale mimo tego „lokalnego kolorytu” miasto jest przyjazne i ma się ochotę pobyć tu kilka dni. Z relacji spotkanych wcześniej Mańka i Ingi chcieliśmy spróbować Cambodian Grill, który zachwalali. Moje 27 urodziny były dobrą okazją by trochę przekroczyć dzienny budżet. Razem z towarzyszącym nam Tadeuszem zasiedliśmy w knajpie specjalizującej się w tego typu kuchni. Za 25$ zamówiliśmy zestaw 5 rodzajów mięs i po piwku. Na stole stał spory palnik gazowy na którym położono okrągły gar-grill, który wyglądem przypominał kapelusz z rondem. Kelner przyniósł różnorakie warzywa, kluski, imbir i przyprawy. Włączył ogień, wlał do ronda bulion z czajnika, wrzucił marchewkę, kapustę pekińską, kluski, jakieś zielone łodygi, coś na kształt naszej fasolki. Wywar miał bardzo przyjemny zapach. Gdy górny grill był gorący położył na środku spory kawał słoniny, która topiąc się spływała do wywaru. Na naoliwionej w ten sposób kratce kładliśmy mięsa do przypieczenia, co chwile polewając je bulionem. Na ruszt wjechały: ryba, żabie udka, krewetki, wołowina, krokodyl i wąż. Kolejność nieprzypadkowa. Najbardziej smakowały nam żabki, które miału baaaardzo delikatne, kurczakowate mięsko, które ładnie się rumieni, krewetki też niczego sobie – takie glutowate rybne mięso. O ile krokodyl był zjadliwy, jak taka nasza wołowina z posmakiem ryb, to wąż jest nie do pogryzienia, mięsna, szara, guma i tyle w temacie. Po zgrilowaniu wszystkich mięs przyszedł czas na zupkę, która już była ugotowana. Niebo w gębie, pyszny, tłustawy rosołek z bardzo intensywnym smakiem warzyw. Polecamy każdemu. Teraz będąc na każdym targu wypatrujemy ichniejszych garnków do robienia tejże przekąski, bo bez dwóch zdań, jednogłośnie uznaliśmy, że polska kiełbaska i karkówka z takiego grilla to by była dopiero wyżera!

Phnom Penh powitaliśmy nocą. Ogromny ruch, mnóstwo skuterów, rikszy i tuk-tuków. To miasto też ma swój specyficzny zapach i rytm. Wszędzie światła, na poziomie wzroku mnóstwo małych knajpek, lokalnych usług, kilkanaście plastikowych krzeseł, żarówka, garkuchnia i już jest biznes. Część osób przygląda Ci się z zaciekawieniem, ktoś woła Lady/Mister, chcesz Tuk Tuka. I tak w koło Macieju. Bez ustanku. Gdy wzrok podniesie się wyżej widać szeregową, ciasną zabudowę, malutkie, wąskie mieszkanka z balkonami, plątaninę kabli, kakofonię szyldów, reklam i okien mieszkań. Kiedy zadrze się głowę jeszcze wyżej widać kilka wieżowców, wysokie, niedostępne hotele i eleganckie centra handlowe. Na tych trzech poziomach widać ogromną różnorodność stolicy Kambodży, która przyciąga zarówno kalekich żebraków, drobnych cwaniaczków, studentów, nowobogackie rodzinki, jak i bogaczy. Dochodziła 20:00 i za 2$ złapaliśmy Tuk-tuka do zamówionego wcześniej pokoju w King Guest House, blisko głównego nadrzecznego bulwaru i miejskich atrakcji. O poranku powitał nas upał nie z tej ziemi. Postanowiliśmy przejść się nad rzeką. A tu proszę bardzo: widok jak z czołówki Słonecznego patrolu, po jednej stronie super nowoczesne knajpy, deptak z ławeczkami i szpalery palm. Normalnie California w Kambodży.🙂 Miasto dla tych, którzy szukają wielkomiejskiego zgiełku, atrakcji w licznych knajpach i wielkich kontrastów. Bezdomnych na bulwarze i przejeżdżających obok Lexusów, świeżych owoców morza w eleganckiej restauracji na dachu i ulicznych straganiarzy na chodnikach. Mydło i powidło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s