Himalajscy Górale czyli dookoła Annapurny cz.2

Nepalczycy według nas to bardzo specyficzny naród. Żyją w kraju, w którym urodził się Budda, lecz większość z nich wyznaje Hinduizm. Można wyczuć tu na każdym kroku mieszanie się religii i rewelacyjną koegzystencję kultur.

 

Od lat te same zwyczaje, mimo dostępu do elektryczności i wody wiele zachowań i codziennych obowiązków nie zmieniło swojej postaci, a następne pokolenia uczone są podobnych obyczajów. Na szlaku śpi się w hostelach przygotowanych i prowadzonych wyłącznie przez miejscowych. Je się trochę tak jak oni, wstaje się i kładzie o podobnej porze. Dzięki temu można podglądać jak żyje się w himalajach. Oczywiście nie są to jakieś oddalone, ukryte wysoko wioski gdzie nie ma prawie nic, ponieważ do wielu z nich można jakoś dojechać jeepem, ale wiele zaobserwowanych spraw nas nieco zadziwiło. Nieurozmaicona dieta i higiena często na niskim poziomie oraz surowy, górski klimat sprawiają, że życie nepalskich górali jest bardzo ciężkie, ale mieliśmy nieodparte wrażenie że spokoje i szczęśliwe. Niektórzy budują już murowane domy, mają ciepły prysznic, motocykl, pralkę i lodówkę. Inni, żyją jeszcze całą rodziną w jednej izbie, dom zrobiony jest z gliny oraz kamienia i przykryty drewnem, na środku domu palenisko, a w sąsiedniej izbie zwierzęta; krowy, kury, jaki. Bieda ma tu też swoje pozytywne, można by rzec aspekty, mianowicie kreatywność. Dzieciaki robią sobie zabawki ze starej dętki, kółka i patyka, grają w klasy (tak jak ja kiedyś) z użyciem starej puszki po paście do butów. Butelka po Coli przerobiona jest na kranik, a maszyna do gotowania wody na herbatkę, z powodzeniem mogłaby być rekwizytem w Seksmisji.

Ludzie gór są otwarci, prości, ale przy tym często bardzo dumni i nieco szorstcy w obyciu, ale w ogólnym rozrachunku, mamy jedynie pozytywne doświadczenia. Są szczerzy, prawdziwi, nie udają, nie przymilają się na siłę, są pomocni i prawie wszyscy potrafią dogadać się po angielsku.

Oddzielną opowieścią są TRAGARZE. Mali ludzie o wielkiej sile – i ciała i charakteru. Każdy z nich zagaduje, uśmiecha się, woła Namaste! A na plecach cały sklep, 20 kur, bagaże podróżnych, wory himalaistów wracających z wypraw, elementy do budowy, drewno na opał, warzywa i zapewne wszystko inne co może być potrzebne do życia. Mówi się, że noszenie (mimo, że to katorżnicza robota) jest ich żywiołem, a kiedy któryś z nich nie ma pracy lub już nie może pracować, jest nieszczęśliwy, zaczyna chorować, gaśnie. Dla nas ich widok spełnił jeszcze jedną funkcję: jak widzisz, kiedy stary dziadek niesie pod stromą górę rury do budowy wodociągu, twój plecak zdaje się być lżejszy, nogi silniejsze i wstyd narzekać na zmęczenie. Zdjęcia mówią same za siebie.

Jedzenie i spanie na szlaku

Warunki na szlaku bywały różne, ale zawsze można było się najeść i wyspać. Mamy trochę spaczony gust jeśli chodzi o komfort podróżowania, bo po którymś z kolei dniu łażenia po górach z plecakiem nawet smażone ziemniaki z cebulą smakują nieziemsko, a twardawy materac i niezbyt świeża pościel z powodzeniem pomagają się wyspać prawie jak w domu. Nasze menu składało się głównie z ryżu z drobnymi urozmaiceniami: z jajkiem, warzywami, curry. Czasem zmienialiśmy danie na kluski lub ziemniaki. Głównym obiadowym przysmakiem na szlaku był Dal Bath: gotowany ryż, warzywne curry, jakieś nieznanego pochodzenia pikle i zupa (prawdopodobnie z soczewicy). Największą zaletą tej potrawy jest to, że można prosić o dokładki. Co jest niewyczerpanym źródłem energii w dalszą drogę. Na śniadania z reguły zajadaliśmy się owsianką/musli z mlekiem oraz miejscowym plackiem chapati z dżemem lub jajecznicą. Lista jedzeniowa może nie powala z nóg, ale nikt nie wybrzydza, a co bardziej wybredni mogą zamówić pizzę, czy steak z jaka, ale z jakością i świeżością owych dań bywa różnie, a ostatnią przydatną sprawą na trasie są problemy żołądkowe…🙂 Do tego wszystkiego gdzieniegdzie w większych wioskach można było dostać wypieki z piekarni i nasze ulubione cynamonowe zawijasy.

Noclegi na trasie są wszędzie w różnym standardzie, dla bardziej wymagających jest nawet prywatna łazienka i ciepły prysznic, który przy 0 stopniach na zewnątrz i 5 w środku jest jak prywatne SPA. Na szlaku często nie ma prądu, szczególnie gdy ostro wieje i pada deszcz, w żadnym z miejsc gdzie spaliśmy nie było ogrzewania w pokojach, ale zdarzały się ogrzewane jadalnie, w jednej nawet właścicielka wstawiła nam pod stół wiadro z rozżarzonym węglem… jak miło z jej strony…🙂 W innej zaś, gospodarz napalił w blaszanej kozie wysuszonym gównem jaka. Żar buchał, aż się rozebraliśmy do krótkich rękawków. Milutko!

Kolejnym zaskoczeniem była flora Nepalu… a mianowicie pewna roślinka, która rośnie tu niemal wszędzie. A co to za dziwna trawka

Po Katmandu niemal nie da się przejść bez zaczepki: czy potrzebujemy trochę szczęśliwego towaru…🙂 Na szlaku jeden Pan nawet mówi do mnie: „pokaże Pani mój ogródek. I po kolei: cebulka, czosnek, drzewko cytrynowe, a tam w rogu, Madame spojrzy, taka trawa ciekawa. Naturalna, ekologiczna, świeżutka. Sam robię…” A po oczach Pana można było wywnioskować, że też codziennie sam pali… No ale cóż, czym chata bogata. Gościnność nie zna granic.

Zapraszamy jutro na ostatni odcinek z cyklu… dookoła Annapurny. Będzie emocjonująco.

4 thoughts on “Himalajscy Górale czyli dookoła Annapurny cz.2

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s