Thorung La 5416 m n.p.m. … wejście na przełęcz cz.3 – ostatnia :-)

Thorong La Wchodzimy na przelecz (8)

Tak jak już pisałam, sam treking jest przyjemny, nietrudny do przejścia, wygodny pod względem logistycznym (zakwaterowanie i jedzenie). Dla nas najtrudniejsza była przełęcz… I zapamiętamy sobie ją do końca życia. Kiedy już Mariuszowi przeszły wszystkie objawy choroby wysokościowej, postanowiliśmy, że nadszedł dzień przejścia przez przełęcz. Pobudka o 3:30, porządne śniadanie, herbata, latarki na głowę i ruszamy zygzakiem po zboczu. Dookoła kompletna ciemność, słychać tylko pohukiwania jakiś ptaszydeł, pierwsze 50 kroków, a ja stoję jak wryta, serce wali jak oszalałe, oddech szybki, krótki, płytki. I co? I nic. Muszę odpocząć. W nos zimno, powietrze rzadkie, lodowate, dzięki zapobiegliwej Wiolce nie odpadają mi ręce. (Termiczne ogrzewacze do rąk w prezencie pożegnalnym były strzałem w dziesiątkę Kochana!Dzięki!). My tu wchodzimy na upragnioną przełęcz, a ja czuję, że jak tak dalej będzie to zwyczajnie nie dam rady, albo się uduszę, albo dostanę zawału. I już myśli odbiegają w nieznane, że helikopter mnie będzie ściągał z tych gór, że to może objaw choroby wysokościowej, że może odma płucna czy sercowa. W normalnych warunkach jak się człowiek zmęczy, ma zadyszkę, to siada, czeka i wszystko przechodzi, a ja siadam na plecaku, na lodzie, czekam a tu nic. Serce łomoce, tlenu brak. Nos popękany, leją się gile, usta suche i posiekane. Ilość kroków zmniejszona do 30 i tak powoli, powoli, słuchając uważnie swojego ciała, coraz wyżej i wyżej. Na horyzoncie z każdą minutą co raz bardziej zarysowywały się kontury gór, wielkich gór. Wschód zaczął odsłaniać drogę przed nami, śnieg błyszczał w pierwszych promieniach.

Thorung Phedi zachod slonca przed atakiem na przelecz Patrzę przed siebie, a tu na stromym zboczu, w śniegu wydeptana 40 cm ścieżynka. I że co? Że ja mam tam iść z plecakiem? W tym wietrze, zimnie… Nie.. pewnie jest jakaś inna droga?! Nie ma. I najbardziej niesamowite jest to, że człowiek się boi, ale idzie, i myślał, że gorzej już nie będzie, a tu kijek do podpierania zsuwa się po zboczu i jest gorzej, ale mimo to daje się radę, przechodzi te wszystkie ścieżki, pokonuje kolejne metry, sapie, dyszy, stęka, klnie, ale idzie. I to jest ekstra!

Po 6 godzinach wchodzenia, udało nam się osiągnąć jedną z najwyższych przełęczy na świecie, dookoła śnieg, gdzie okiem sięgnąć. Na samym przejściu stoi nawet kamienny domek, gdzie można wypić gorącą herbatę a nawet zjeść zupę z torebki. Bosko! Po obu stronach przełęczy górują dwa szczyty, za nami cały łańcuch innych wierzchołków. Powietrze czyste i przejrzyste. Nad głowami latają ptaki. Dokuczliwy wiatr nie sprzyjał kontemplowaniu „sukcesu”. Do tego wszystkiego było mnóstwo śniegu, dowaliło tak bardzo, że tablica z nazwą przełęczy i wysokością była prawie całkowicie zasypana.

 

Przed nami długa, męcząca droga do Muktinath, miejscowości położonej 1700 m niżej, której pokonanie zajęło nam kolejne 6 godzin. Wyczerpani dotarliśmy do hostelu. Padliśmy na łóżko i przespaliśmy 14 zasłużonych godzin :-) 

Choroba wysokościowa

Podobno w jakimś stopniu dotyka każdego powyżej 3 500 m n.p.m. My nie chcemy wypowiadać się w roli znawców, możemy napisać jedynie o naszych przeżyciach. Na pokonanie trasy mieliśmy dużo czasu bo 20 dni, są ludzie, którzy robią całość w 11 dni. Dla nas czas oznaczał lepszą aklimatyzację do zmieniających się wraz z wysokością warunków. Mniej tlenu, bardzo zimne noce i poranki, surowy i bardzo suchy klimat, wiatr. Mnie nic nie brało, dopóki nie rozpoczęliśmy wejścia na 5416 m na przełęcz, Mariusza złapało już w miejscowości Nawal. Główne objawy to brak energii, problemy z oddychaniem, ból głowy, nacisk na gałki oczne. Inne, które go ominęły to rewolucje żołądkowe, krwotoki. Jeśli objawy są silne, lub nasilają się pilnie trzeba zejść na niższą wysokość, jeśli to nie pomaga szukać medycznej pomocy. Mariuszowi minęło po nocy i w wolnym tempie mogliśmy kontynuować wchodzenie na wyższą wysokość. Ja problemy odczułam dopiero po minięciu 4500 m. Szybko dostawałam zadyszki, zrobienie więcej niż 50 kroków okazywało się wyczynem wydolnościowym dla płuc i serca. To ostatnie waliło mi jak oszalałe kiedy próbowałam podejść ciut dalej. Tak więc powolutku, we własnym rytmie uniknęliśmy poważniejszych problemów. Choroba wysokościowa jednak to nie przelewki, należy dać organizmowi czas na aklimatyzację, słuchać własnego ciała i nie lekceważyć objawów.

Uczucia

Wcześniejsze 3 miesiące podróży upłynęły szybko. Będąc w Nepalu, notabene byliśmy bliżej domu niż w Laosie czy Kambodży, a jednak tu uczucia trafiały nas ze zdwojoną siłą, zarówno te dobre jak i te mniej przyjemne. Nie będę pisała o zmęczeniu, bo ono było równoważone satysfakcją z przejścia i rekompensowane widokami. Napiszę o tęsknocie. Kiedy siedzi się na jakimś kamieniu, po 10 dniach wspinania się w górę, przed oczami rozpościera się widok najwyższych szczytów świata, w dole płynie potok, z tył huczy wodospad, gdzieniegdzie wygrzewa się jaszczurka, można poczuć wielkie szczęście, a ja pewnego dnia poczułam smutek. Ta ogromna przestrzeń, to oddalenie od innych, nisko zawieszone niebo, niesamowita przejrzystość powietrza wywoływały we mnie uczucia tęsknoty za wszystkim co zostawiliśmy w Polsce oraz nie wiedzieć czemu za bliskimi, którzy już odeszli. Przed oczami pojawiały się widoki rodziców i naszych sióstr, twarze przyjaciół.

WigiliaPrzypominały się obrazy naszych rodzinnych miejsc, naszego ukochanego mieszkania, Michałówki, ulic Garwolina, Warszawy. Zamarzyliśmy sobie wtedy by na chwilę choć przenieść się do polskiego stołu i zasiąść rodzinnie do obiadu, walnąć się na kanapę przed telewizor, przejechać się swoim rowerem po wsi, postać na przystanku, zadzwonić na pogaduchy do psiapsółek, spotkać wieczorem na winie, wypić poranną kawkę w pracy. Tak, tak, tak… tu Himalaje zapraszają na wycieczkę, a nam włącza się sentymentalna spirala. I tak na tym kamieniu, trochę masochistycznie, przypominaliśmy sobie nasze ukochane osoby, miejsca, smaki. Do tego wszystkiego właśnie w górach obchodziliśmy święta Wielkanocne. Zjedliśmy obowiązkowe jajo na twardo, samotni w schronisku, aż łza w oku się kręciła … a może to z powodu braku kiełbaski i barszczu. Kto wie…

Wielkanocne sniadanie

Na początku mieliśmy plan, żeby wcale nie pisać wiadomości o Himalajach, a zamieścić jedynie zdjęcia z podpisem: „że tego nie da się opisać”. Spróbowaliśmy i mamy nadzieję, że chociaż na trochę i w ułamku przenieśliśmy Was w tamten świat.

PRAKTYCZNIE

START 28 marca 2013

Ilość kilometrów do przejścia: ponad 250

Najniższa wysokość: 790m.

Najwyższa wysokość: 5 416 m n.p.m.

Ilość uczestników: dwoje… ja i Mario.🙂

Czas trwania: 20 dni

Dzień 1 – Lokalnym autobusem z Kathmandu do Besisahar[820m] i trek do Khudi [790m]

Dzień 2 – Trek do Syange [1310m]

Dzień 3 – Trek do Tal [1700 m]

Dzień 4 – Trek do Timang [2270m]

Dzień 5 – Trek do Taleku [2720m]

Dzień 6 – Trek do Upper Pisang [3190m]

Dzień 7 – Trek do Nawal [3420m]

Dzień 8 – Trek do Manang [3520m]

Dzień 9 – Dzień aklimatyzacji w Manang [3520m]

Dzień 10 – Trek do Yak Kharka [4100m]

Dzień 11,12 – Trek do Thorung Phedi [4500m], przekroczenie przełęczy Thorung La [5416m], trek do Muktinath [3800m] + plus jeden dzień odpoczynku

Dzień 13 – Trek do Jomson [3550m]

Dzień 14 – Trek do Ljarung [2550m]

Dzień 15 – Trek do Ghasa [2010m]

Dzień 16 – Trek do Tatopani [1160m]

Dzień 17 – Trek do Ghorepani [2775m]

Dzień 18 – Trek do Birethanti [1050m]

Dzień 19 – Bus do Pokhary

Dzień 20 – Powrót do Kathmandu [1400m]

Koszt

Pozwolenia: nieco ponad 40$ na osobę

Spanie: od 2$ do 3$

Jedzenie: wraz z wysokością ceny wzrastają dwukrotnie. Najdroższe są batony (my targaliśmy słodkości ze sobą-taniej!). Obiad od 3-8$, śniadania tańsze, duży dzban herbaty miętowej kosztował czasem i 7$.

Tragarz: z opowieści innych koszt 20-25$ na dzień. Przewodnik podobnie. Nie płaci się dodatkowo za ich zakwaterowanie i jedzenie

Problem drogi budowanej dookoła Annapurny. Nasza opinia jest jedna: niewiele to zmienia. Są tacy, który twierdzą, że to zniszczy ten szlak. Po pierwsze droga ta przejezdna jest jedynie dla jeepów i lokalnych rozklekotanych busów. Nie ma tam grama asfaltu czy betonu, jest to kamienista, piaskowa szutrowa droga. Z naszego doświadczenia wynika, że można ją całkowicie ominąć wyznaczonymi i opisanymi już trasami. Budowa drogi służy mieszkańcom regionu Annapurny, umożliwia zobaczenie szczytów osobom starszym czy niepełnosprawnym, czy też tym którzy nie mają czasu. A co najważniejsze w żaden sposób nie narusza widoków. Te od wieków były i będą niezmienione.                                      Obejrzyj wszystkie zdjęcia

Annapurna Circut 2013

10 thoughts on “Thorung La 5416 m n.p.m. … wejście na przełęcz cz.3 – ostatnia :-)

  1. We mnie cała Wasza wyprawa budzi respekt. Porzucić stolicę dobrze znaną, w której z pewnością się odnajdywaliście i ruszyć w nieznane, aby poznawać świat.
    Stale trzymam kciuki i przesyłam odrobinę polskiej wiosny, aby łatwiej było Wam znieść „azjatycką zimę”:D

  2. Super wpisy! właśnie czytam Waszego bloga i mówię do Błażeja, że my tu takie turystyczne „pitu pitu” uprawiamy, a Wy chwytacie prawdziwego byka za rogi🙂 kibicujemy dalej! nam został już tylko 1 m-c😦.

      • To podeślijcie koniecznie namiary na to spanie i szamanie. W Singapurze będziemy, ale na koniec wyjazdu bo stamtąd lecimy do Polski. Pzdr!

      • Wow hostel, rezerwacja koniecznie przez hostelworld bo taniej, 10 $ za dormę, czysto i sniadanie w cenie, przy samym metrze. Jedzenie w całym singapure za ok 5$/os – pycha na tzw. hawker food, pod naszą noclegownią jest chyba z 5 takich „knajpek” – bawcie się dobrze

  3. Ania, Mario, jesteście zajebiści!🙂 czytam z niedowierzaniem, podziwiam. Super relacja z pięknie uchwyconymi emocjami.
    uściski przesyłam mocne.
    emilka

  4. Pingback: Pustynia, dzień 2 i 3. Park Eduardo Avaroa w Boliwii | DOBRY ROK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s