Ach co to będzie za ślub! ;-)

Anna Domanska Mariusz SionekAnia:

Wczoraj właśnie obchodziliśmy naszą pierwszą przedrocznicę ślubu. 31.05.14 powiemy tak życiu we dwoje, póki nie kopniemy w kalendarz. Rzecz działa się w wietnamskim Sajgonie. W knajpie 5 Oysters. 22:00…. Mario tradycyjnie pije piwo, ja wygrzebuje miąższ z wypitego kokosa. Zajadamy się zupką. Przemoczeni do suchej nitki (pora deszczowa nadchodzi), z ubłoconymi sajgońskim syfem ulicy po kolana. Rozmyślamy o tej podróży we dwoje. Było tak: pomysł o wyjeździe, organizacja, poinformowanie bliskich. Nawet do głowy nam nie przyszło, że ktoś może zadać ważne pytanie: jak wy wytrzymacie rok non stop ze sobą? Skoro padło pytanie, pojawiły się i wątpliwości.

Mario:

Zastanawialiśmy się czy po pewnym czasie nie pourywamy sobie głów, czy co chwila nie będziemy drzeć kotów. Czy nasze kłótnie nie staną na drodze wspólnemu podróżowaniu, bo zwyczajnie z braku sił nie będzie już nas. Nasi znajomi wiedzą jak bardzo się różnimy, i temperamentami i podejściem

Ania:

Ja towarzyska, Mario cichy i wycofany. Będzie gorąco, męcząco, będzie PMS, chęć pobycia samemu, wyjścia tylko z dziewczynami. Zwykłe codzienne fochy i złości. A to wszystko na nieznanym terenie, bez koła ratunkowego w postaci telefonu do przyjaciółek czy wyjścia z domu trzaskając drzwiami… jakiego domu… ? Hmmm

Mario:

Jest po prostu do kogo się odezwać. Często spotykamy ludzi którzy podróżują sami, w pojedynkę włóczących się po mieście. My sobie tego nie wyobrażamy. Dochodzi do tego kwestia wspierania siebie nawzajem w chwilach słabości, złych dniach. Czuliśmy to mocno w Himalajach, gdzie los był na tyle łaskawy by dawać siłę mnie, kiedy Ania ją traciła i odwrotnie. A mimo że jesteśmy daleko od domu to po trosze czujemy, że tam gdzie jesteśmy razem, tam jest nasz dom.

Dochodzą do tego kwestie ekonomiczne: we dwoje duuużo taniej w podróży. Pokój na dwoje, podejmowanie decyzji na dwoje, targowanie też we dwoje wychodzi lepiej, jak jednemu nie smakuje jakiś kulinarny eksperyment – może drugie zechce. Jak to mówi Ani siostra z chłopakiem Bartkiem: u nas nic się nie zmarnuje; -)

Ania:

Nauczyliśmy się być ze sobą 24 h na dobę. I uwierzcie mi, to nie jest takie zwykłe mieszkanie/życie ze sobą. Hotelowe pokoje, plażowe chatki, ciasne pokoiki Guest Housów, lotniska, autobusy. Tu nie ma za dużo przestrzeni na własną intymność. Słyszysz wszystko, widzisz prawie wszystko. Sit, pryt, tralala! Mając często tylko jego, a on tylko mnie – wiemy o sobie czasem zbyt wiele. Ale uczymy się trochę samotności we dwoje: czytamy książki oddzielnie… hmm może to mało, ale o dziwo nam wystarcza. Przeciwieństwa się przyciągają, uzupełniają? Okaże się za jakieś 50 lat…

Mario:

Ale po 5 miesiącach chyba możemy powiedzieć, że da się ze sobą wytrzymać, co więcej: nie wyobrażamy sobie byśmy mogli podróżować bez siebie. Chociaż był pomysł na kilkudniowe rozdzielonko: ja zostaje w Sajgonie, a Ania jedzie na 2 dni zobaczyć Deltę Mekongu. Zdecydowałem, że samej jej nie puszcze, jeszcze poszłaby gdzieś w tango. Co dalej? Wsteczne odliczanie do tego co ma się wydarzyć za rok. Oj będzie się działo. Zdążymy tylko wrócić i wpadniemy w ślubne tryby/dyby?!😉 Ale to za jakieś pół roku… Czas pędzi nie płynie. Stop.

PS:

I wszystkim naszym bliższym i dalszym siostrzeńcom i siostrzenicom, których jakby tu wymienić to miejsca by nie starczyło (płodne te nasze rodzinki) życzymy spełnienia marzeń z okazji Dnia Dziecka. Podróży wielkich i tych małych – podwórkowych!🙂

Angry Birds na Dzień Dziecka!

A propos dzieci… zasłyszane dziś przy obiedzie:

„Kelnerka do niemieckiej pary z blond kilkulatką:

K: Ależ Państwa córka wygląda jak piesek naszego właściciela!

Tata (nie kryjąc oburzenia): Chyba raczej NIE! Nasze dziecko nie jest podobne do psa.

K (z lekkim politowaniem wyjaśnia): ale u nas w Wietnamie jak dziecko podobne jest do kotka czy pieska to jest bardzo duży komplement…. ”  UPS

11 thoughts on “Ach co to będzie za ślub! ;-)

  1. u Was przemyślenia to i u mnie, i podziekowania też… W momencie gdy wyjeżdzaliście i zostawiliście nam pod opiekę swój domek byliśmy w zupełnie różnych punktach… Wy szukający przygody,innego życia chęci pozania siebie, my w sumie tego samego ale we dwoje stabilnie w koncu. w punkcie gdy wszystko mogo się albo udać albo ostatecznie rozlecieć.. Te pół roku przeleciało jak moment… i dziś z usmeichem mówie – daliście nam dom, nas razem i szczęście jakiego nie bylo, wreszcie poczucie, że może być ok, nawet gdy w naszych życiach szalenstwo jakiego nie było…🙂 Wy zdecydowaliscie sie wyjechac, my w koncu zostac a doszłismy do tego samego punktu, do siebie …🙂

    • Asia, wzruszyliśmy się bardzo Twoją wiadomością. My – jak tylko Was poznalismy to cieszyliśmy się że miejsce które pokochaliśmy będzie w dobrych, Waszych rękach. Ciesze się że macie siebie i to w takim szczęściu🙂

  2. Jaki piękny wpis! ja bym się z Borem nie zdobyła na taki wyjazd we dwoje😉 Zresztą już po bananach😛 Teraz tylko we troje! To kolejna data za dwa lata na porodówce ( u nas tak było – w drugą rocznice oświadczyny, w trzecią ślub a w czwartą poczęcie Tadzientego).

  3. Wzruszyłam się trochę😉 pięknie piszecie! i trochę zazdroszczę Wam wzajemnego zrozumienia i chęci….
    Wam to już NIC nie przeszkodzi!

  4. Świetny tekst:). Widzę, że imię Mariusz zobowiązuje🙂. Mój ma tak samo: cichy, spokojny domator, a mnie nosi wszędzie🙂. Gratuluję pierwszej przedrocznicy!
    Uwielbiam Was czytać🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s