Wietnam i Wietnamczycy_podsumowanie

SAM_1428Do Wietnamu mieliśmy wcale nie jechać. Nasłuchaliśmy się jacy to Wietnamczycy nieuprzejmi, złośliwi, aroganccy co skutecznie nas odstraszało. Ale że czekamy na wiosnę w Australii postanowiliśmy wydłużyć azjatycką część podróży i zabalować miesiąc w tym wijącym się jak wąż kraju (w najwęższym miejscu ma tylko 60km szerokości). Tanie, dobre piwo i ryżowa wódeczka, pyszne jedzenie, bujna zieleń, cudowni ludzie, wysoki standard podróżowania, górska Sapa, Zatoka Ha Long i Sajgon stały się głównymi powodami naszej sympatii do tego wschodniego kraju.

I jak tu nie pokochać Wietnamu…

Sajgon (12)Z ciekawostek 40% kraju pokryte jest przez góry i tropikalny las, Wietnam jest potentatem w produkcji kawy i największym producentem orzechów nerkowca. Do tego w miastach przepiękna postkolonialna architektura:

Sajgon (10) Sajgon (9)

No ale do rzeczy:

Wietnam przejechaliśmy autobusem z samej północy do położonego na południu Sajgonu. I mimo, że dawno już zmieniono oficjalną nazwę stolicy na Ho Chi Min City na cześć wielkiego wodza, który zabalsamowany straszy jeszcze dzieci w mauzoleum, to nam jakoś bardziej pasuje używać starej nazwy. By przetransportować się przez ten długaśny (ponad 2500 km) kraj zakupiliśmy OPEN TICKET (37$ za os.), który pozwolił nam wsiadać i wysiadać przez miesiąc w wybranych turystycznych atrakcjach, kiedy dusza zapragnie. Tak więc 2 500 km pokonaliśmy w klimatyzowanych, wygodnych, sypialnych autobusach, które z reguły odjeżdżały o czasie i nie miały zbyt dużych opóźnień.

Sajgon (7)

Stosunek jakości do ceny był rewelacyjny. Zawsze mieliśmy klimatyzowane hotele, czyściutkie, z lodóweczką, tv, ręcznicznikami, z przemiłą obsługą, a nawet codziennym serwisem. Najdroższy pokój kosztował 10$ na dwoje. Koszt dzienny na osobę z transportem, wyżywieniem, noclegami i wymianą zmachranych podróżą ubrań, uzupełnieniem wyposażenia plecaka wyniósł 21,3 $ (w tym wypasiony rejs po zatoce Ha Long).

Hotel Sajgon

Wietnamczycy

Cho Hi Min

Przy okazji Wietnamu chcemy napisać więcej o tutejszych Azjatach. Są to totalnie inni ludzie niż my. Nie ma się co oszukiwać. Różnice kulturowe są tu budowane głównie przez religię i częściowo sytuację ekonomiczną kraju. Wyznawany przez nich w większości buddyzm wpływa na ich codzienne życie mocniej niż na nas chrześcijaństwo (najczęściej niepraktykowane;-)). Wydaje się nam, że główna zasada to: „jakoś to będzie”, akceptacja dla każdej sytuacji. W końcu skoro los tak chciał – to widocznie tak musiało być. Ze spokojem, uśmiechem podchodzi się tu do wszystkiego. Choć niekoniecznie hasło „dobro powraca” stosowane jest do turystów. Generalnie w turystycznych miejscach biały człowiek traktowany jest jak chodzący bankomat. I raczej nie chodzi tu o żebranie o dolara, a raczej wciskanie wszystkiego; począwszy od bransoletek, przez wycieczki, ubrania aż po … dzieci. No tak – dwukrotnie panie zapytały mnie czy nie chcę kupić dziecka?! Ot, w luźnej rozmowie: skąd jesteś, na jak długo w Wietnamie, podoba się czy nie? Nagle ni z tego ni z owego widząc w międzyczasie mój uśmiech skierowany do dziecka pada pytanie: a może chcesz kupić mojego synka? Potem rozbrajający uśmiech i salwa śmiechu. No i stoję jak wryta i myślę: żartują czy nie? Wierzę jednak że to po prostu głupi tekst, który im wydaje się śmieszny. Po chwili namysłu uśmiecham się i pokazując na Mariusza odpowiadam, że dziś zrobię sobie swoje. Kończy się na ponownej salwie śmiechu.

SAM_0937

W tej części świata podstawą życia społecznego jest rodzina. Niby to naturalne – w końcu do postawa społeczeństwa, ale tu widać to bardzo mocno. Całe rodziny bardzo długo mieszkają razem, świeżo poślubiona małżonka wprowadza się do domu męża gdzie szubciutko rodzi dzieci, które niańczone są przez mieszkającą wspólnie babcię czy dziadzia. Przez to, że wszyscy żyją „na kupie” często w jednym, dwóch pokojach tabu tu nie istnieje. Najmocniej widać było to w wąziutkich uliczkach Sajgonu, gdzie przy otwartych na oścież drzwiach ukazują się nam mieszkania. Pokój wychodzący prosto na ulicę za dnia jest kramem z pamiątkami, uliczną knajpką, a za ladą wielki materac, tam w upalny dzień drzemie babcia z wnuczką, przy wejściu na skuterach siedzą panowie, panie uwijają się przy rodzinnym interesie. W kącie pralka, kuchenka, w centralnym miejscu telewizor, zabawki, a na noc potrafią nawet upchnąć tam skuter… Gdzie tu miejsce na własną, prywatną przestrzeń, intymność, seks, swoje sprawy, złe samopoczucie, izolację, samotność…? Nie wiem. Oni pewnie już przywykli, ja od samego patrzenia czułam się klaustrofobiczne nieswojo.

Azja to też biznes. Tu oprócz wielkich fabryk ubrań i elektroniki Made in Vietnam oraz rolnictwa wszyscy inni poprawiają statystyki niskiego bezrobocia własnym małym biznesikiem. Wystarczy mieć np.: rower czy skuter, albo najlepiej budkę na kółkach i już można handlować. Czego my tu nie wiedzieliśmy. Są sprzedawcy specjalizujący się w oferowaniu: owoców, szczotek, misek, dętek, lodu, papierosów, książek,okularów, rybek do akwarium, żaru do kuchenki. Noszona na szyi szuflada z zestawem do menikiuru, naprawy butów i innych drobnych usług stają się źródłem zarobku dla tysięcy Wietnamczyków. Wystarczy mieć potrzebę, a kupić można wszystko. Cena jak zwykle do negocjacji. Nie dziwne więc, że bank HSBC w raportach przewiduje, że w 2050 roku PKB Wietnamu osiągnie poziom PKB Norwegii.

No i tak jak już wspominałam, jesteśmy tu „gwiazrodami”. Tyle zdjęć ile zrobiono sobie z nami w Wietnamie nie było wcześniej nigdzie… Bardzo nieśmiało proszą o wspólną fotkę ustawiając się tak by pokazać różnicę wzrostu. A już największą radochą jest jak jak stoją pomiędzy mną a Mariuszem, a my pozwolimy sobie na poufałe objęcie. Och! Śmiechu co niemiara. Ja dodatkowo zakładając koszulkę z wizerunkiem sowy naraziłam się na wytykanie palcami wprost, pokazywanie sobie wzajemnie mnie na ulicy, a czasem wręcz niekontrolowane parsknięcie śmiechem. Na początku jakoś było mi nieswojo, ale potem traktowałam to jako początek rozmowy. No i jak się okazało symbol sowy w Wietnamie zwyczajnie przynosi pecha… dobrze, że nie mi🙂

Gwiazda Gwiazda_

Najbardziej podobało nam się na pewno uliczne życie. Jak tylko przemknie przez głowę myśl: chyba zgłodniałam, już za rogiem pojawia się knajpka, na chodniku stoliczki z zupką, owocowe koktajle, świeże kokosy. Kulinarnie czego dusza zapragnie…

Sajgon

No i ten ruch! Świetnie metodę przechodzenia przez ulicę opisali na blogu nasi znajomi http://dookolatejziemi.blogspot.com/2012/03/good-morning-vietnam.html

Ruch na ulicach Sajgonu

Ruch jest kosmiczny: skuter goni skuter, przepisy drogowe są traktowane nie jako zasady ale bardziej jako… wskazówki. Najmniej (zarówno na ulicy jak i na chodniku) liczy się pieszy. Ale o dziwo! To wszystko działa jak w zegarku. Nie szwajcarskim, ale wietnamskim. W prawdzie przy pierwszym przejściu przez większą ulicę Hanoi cieszyliśmy się, że żyjemy to potem przywykliśmy i nawet się nam spodobało. Nie widzieliśmy żadnego wypadku, żadnych czarnych foliowych worków na poboczu. Działa jak miejska natura chciała.

Ruch na ulicach Sajgonu (3) Ruch na ulicach Sajgonu (2) Ruch na ulicach Sajgonu (1)

Wietnam: bez dwóch zdań cudowny, prawdziwie azjatycki kraj, orientalny, otwarty i bardzo łatwy w podróżowaniu. A nad wszystkim – któż jak BÓG – góruje nasz kochany wujaszek Ho Chi Min – wiecznie żywy!

SAM_1502

Praktycznie:

wiza do Wietnamu wymaga wystawienia promesy przez urząd imigracyjny (najlepiej załatwić to mailowo z agencjami – potrzebny skan paszportu). Dopiero z promesą można wyrobić wizę na lotnisku. Z powodu trafienia na święto w Wietnamie i weekend majowy w Polsce musieliśmy wyrobić wszystko w trybie ekspres przez biuro w Polsce koszt 2 wiz wyniósł 90$ – za 2 os plus pormesy: 236 zł -2 os. Sporo, ale 31 dni zbilansowało te koszty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s