Co u nas?

Kilka dni temu moja ukochana siostra napisała do mnie, cyt.:”Napisz mi szoczystego maila co u was, i niekoniecznie o tym co zwiedzacie i tak dalej tylko jak TY się czujesz, jak Mario no i w ogóle;) „. Postanowiłam, że odpowiem siostrze na forum… przecież w końcu po to też mamy tego bloga…

No to w ogóle czujemy się bardzo dobrze. Opaleni na maksa, zrelaksowani jeżdżeniem skuterkiem po wyspach Indonezji w poszukiwaniu idealnych, pustych plaż. Mnie na rękach już nawet włosy słońce wypaliło na blond… szkoda, że nie na nogach😉 Na głowie nie mam już swojej pięknej fryzurki z grudnia, przypominam trochę Tinę Turner. Co w sumie nie jest takie złe…

Jesteśmy nieźle podkarmieni Indonezyjskim jedzeniem, które uwielbiamy. Śpimy codziennie ok 9 godzin. Na świeżym powietrzu spędzamy 15 – począwszy od śniadania, skończywszy na późnej kolacji. Czujemy się zdrowo zrelaksowani, trochę rozleniwieni…

Ciągle mieścimy się w naszym budżecie podróżniczym 20 dolców na os. na dzień. Ale to się może zmienić na kolejnej z wysp: Sulawesi, gdzie lecimy w środę. Mieliśmy już po dziurki w nosie nasto-godzinnych przepraw autobusami, promami i innymi, więc zaszaleliśmy i kupiliśmy lot. Po 6 miesiącach uznałam, że możemy wydać na godzinny lot 500zł. W alternatywie mieliśmy też 31 godzinny prom… Kończy się nasza azjatycka przygoda. Smutno nam z tego powodu, ale jak pomyślę, że w perspektywie mamy Australię i Nową Zelandię to chętnie po raz setny spakuję plecak.

au

W prawdzie nie mamy siebie jeszcze dość, ale dziś Mario zauważył, że budzimy się na skrajnych brzegach łóżka. Czyżby podświadomość podpowiadała przesyt… Chętnie spędzilibyśmy kilka dni bez siebie, ale jak pomyślę, że zobaczę coś zajebistego i nie będę się mogła tym podzielić z Mariem to już nie jestem taka ochocza na samotne podróżowanie.

A jak ja się czuje?

Mam w sobie wiele smutku i rozdarcia z jednego powodu: chciałabym być w 2 miejscach jednocześnie: w domu z bliskimi i tu – w podróży. Idealnym rozwiązaniem było zabrać rodzinę i przyjaciół tutaj. Przeżywać z Wami wszystkie cuda jakie tu mamy. Niestety to niemożliwe. Z drugiej strony jesteśmy już w połowie wyprawy. Tylko i aż w połowie. Jak pomyślę ile zobaczyliśmy i przeżyliśmy to nie żałuję ani chwilkę. Nigdy nie żałowałam, że rzuciłam wszystko i wyjechałam. Ani przez chwilę. W końcu po powrocie do Polski i bliskich będę miała do woli…

Wczoraj byliśmy na długiej, pustej plaży. Były ogromne fale, giganty z hukiem opadające do oceanu. Nie zamieniłabym tego na żadną imprezę, kino, teatr, rozrywkę – spektakl natury sam w sobie. Siedzieliśmy tak cały dzień.

Fale w Indonezji

Najbardziej jednak w tej podróży lubię przemieszczanie się, wyglądanie przez okno busa, pociągu, samolotu, jak się ten świat zmienia, zmieniają się twarze, rozgrywają scenki rodzajowe. Szczególnie prosto jest robić to w Indonezji gdzie transport publiczny pędzi z zawrotną prędkością 30 km. na godzinę, z górki 60.

Na bloga wchodzi mnóstwo osób. Jesteśmy w szoku. Wiele osób do nas pisze. Co ciekawe piszą do nas osoby, których wcale byśmy o to nie podejrzewali, pisze rodzinka, całkiem nieznani nam ludzie, i zawsze jest nam cholernie miło. Ciepłe słowa, zdjęcia z Polski, zawsze z sentymentem czytamy maile i czekamy na więcej. Ostatnio leciał w tv film Dobry Rok i też kilka osób do nas napisało z tego powodu. I to jest super. Okazało się też, że wielu bliższych znajomych pokusiło się o tylko maila, może dwa, nie więcej. Pochłonięci bieżącymi sprawami zapominają, nie utrzymują kontaktu, może to naturalne. Ciekawe jak będzie po powrocie, czy tak jak dawniej? Mamy nadzieję🙂

Ostatnio zaczęliśmy planować kolejny etap. Z racji dużo wyższych kosztów życia w Australii, gdzie zmierzamy, musimy przemyśleć co i jak. Nie będzie już tak łatwo i tanio jak w Azji. Dziennie zamiast 40$ będziemy wydawać 160$. Boję się tego jak szybko będą znikać pieniądze z konta. Przyzwyczajeni do co miesięcznej pensji, od pół roku nie mamy żadnych dochodów – tylko wydatki. Do tego jeszcze sprawdzaliśmy ceny lotów do Am. Południowej z Nowej Zelandii czy Australii. I tu mega dół! Nie mogłam potem zasnąć, bo jeśli nic się nie zmieni to dookoła świata to my pojedziemy, ale palcem po mapie. Jak na razie bilety kosztują 12 tys zł. I są 2 wyjścia: cofnąć się i lecieć przez Emiraty Arabskie (czyli nie dookoła globu!), albo 45 godzin przez USA, gdzie potrzebna jest wiza (1000zł 2 os.). Stąd zastanawiamy się czy nie zostać dłużej w Australii i NZ i wrócić do domu na święta. Wtedy Ameryka musiałaby poczekać. I tu pojawiają się kolejne zmartwienia: będzie nas stać na pobyt w Australii, ale się spłuczemy doszczętnie. Trzeba będzie kupić samochód, wynająć gdzieś mieszkanie. Nie wiem czy to takie proste… Mario twierdzi, że jak sobie poradziliśmy tu w Azji, to tam tym bardziej damy radę. Oby… Teraz znowu pakujemy ręcznik, maskę, krem do opalania, paka ciastek i na plażę! Aloha!

12 thoughts on “Co u nas?

  1. zawsze możecie dorobić w Australii na zbiorach przez kilka tygodni i daje. Akurat uzbiera się na bilety lotnicze. Z tego co rozmawiałem i pytałem ludzi to dużo osób tak robi że dorabia tam na ciąg dalszy Wielkiej Podróży. Trzymam za Was kciuki🙂

  2. dzisiaj przypadkiem widziałam Pati, więc z ciekawości weszłam żeby zobaczyć co u Was, i trzymam kciuki za ciąg dalszy. mam trochę oszczędności na koncie, w razie w się odzywajcie😉

  3. Kochani trzymamy za Was kciuki, my też troszkę opaleni po urlopie🙂 Już nie możemy się doczekać Waszego powrotu🙂

  4. A ja czytając ten wpis miałam łzy w oczach – realizujecie RAZEM coś pięknego, co na zawsze pozostanie w Waszych sercach i pamięci. A druga sprawa realizujecie to o czym ja sama marzę:) Dlatego trzymam kciuki, żeby ta piękna wyprawa trwała jak najdłużej, abyście przeżyli jeszcze więcej takich momentów jak na plaży patrząc się na szalejący ocean i myśląc, że nie zamienilibyście tego na żadną imprezę, kino, cokolwiek:) Aż zatęskniło mi się za Indonezją, uśmiechami na ulicy, pędzącymi skuterkami, toczącym się leniwie życiem:) Buziale z Wawki, jeszcze wczoraj upalnej a dziś już lekko zachmurzonej, chłodniejszej :*:*:*

    • Hej, hej, dięki za wasze kciuki. Ale z tym powrotem to mamay nadzieję jeszcze nie tak szybko😉
      A tak wogóle niedługo wyślemy wam maila..

    • Dzięki Zajoncu za super miłe słowa🙂 Cieszyliśmy się bardzo, gdy udało nam się spotkać razem w Yogyakarcie. Co prawda był to tylko jeden dzień, ale jakże miło było wspólnie połazić po mieście, pogadać i usłyszeć na żywo wieści z naszych okolic. A wogóle to zbieraj kasę i wyruszaj na dalsze odkrywanie Indonezji, teraz my trzymamy za Ciebie kciuki🙂

  5. ja też miałam łzy w oczach i nawet parę mi popłynęło,ale to wszystko z tęsknoty za Wami.Mam sprzeczne uczucia,jestem szczęśliwa że widzicie te cuda świata i tak bardzo chcę CIĘ ANIU mieć w Michałówce.Trzymam kciuki za dalszą wyprawę.Wpis wzruszający,całuję

  6. Aniu, jak już będziecie w Australii dawaj znać jeśli będzie potrzebna jakakolwiek pomoc, nocleg, cokolwiek (koniecznie!) mam tam troche znajomych. Kolega niedawno się przeprowadził + moja firma ma mase biznasów z Australią więc mam tam sporo fajnych kontaktów, do osób, które na pewno pomogą nawet jeśli będzie wszytsko będzie ok i będziecie chcieli po prostu ganiać kangury. Poza tym moge pogadać jak ogarniają kwestię połączeń lotniczych bo mój kumpel lata co 2 tyg Londyn – Austaralia, a milionerem nie jest🙂 Wszystko sie ogarnie, nie martwcie się🙂 Buzia od nas :*

  7. Poza tym właśnie wróciliśmy z wakacji życia🙂 przyczepiamy magnez do lodówki a tam już jest Zakynthos…🙂 dziękujemy za magiczną Waszą moc, która skierowała nas na rajską wyspę🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s