Festiwal na Lombku

Sengigi (4)
Po tym jak przypłynęliśmy z wysepek Gili do przystani w Bangsal wzięliśmy za 5$ taksówkę do najbardziej turystycznej miejscowości Lomboku: Sengiggi. Jest tu kilka możliwości znalezienia tanich noclegów lecz w większości przeważają duże, drogie, piękne resorty. My znaleźliśmy położony blisko morza, Home Stay z pięknym ogrodem za 10$. Co rano raczyliśmy się pysznym śniadaniem: naleśniki z bananami i kawka. W samym Senggigi nie ma specjalnie nic ciekawego, a miejska plaża jest brudnawa, pełna łodzi rybackich. Dlatego na popołudniowe leniuchowanie wybieraliśmy część plaży przynależącą do Hotelu Sheraton otoczonego ogrodami z prywatnymi willami. Do tego odwiedzaliśmy małą hodowlę żółwi założoną przez właścicieli resortu. Za drobną opłatą można nawet takiego wyhodowanego żółwia wypuścić z powrotem do morza.

Można by zapytać co takiego jest w Sengigi, że zostaliśmy tam aż 5 dni? Oprócz jedzenia naleśników można wypożyczyć skuter by odwiedzić sąsiednie, bajeczne zatoki. Wystarczyło z asfaltowej serpentyny odbić w wąską ścieżkę pośród palm w kierunku morza, a znajdywało się puste, długie i szerokie plaże. Pogoda i morze nie sprzyjały jednak kąpieli i pływaniu. I znowu pytanie? Co można robić na plaży kiedy nie można pływać? My z Mariem nie należymy do typu „foczego”, który uwielbia wylegiwać się w słońcu czekając na opaleniznę. Mimo to nie nudziliśmy się ani chwilkę. Morze zaserwowało nam najpiękniejszy spektakl: ogromne, kilkumetrowe fale z hukiem rozbijające się o brzeg. Gdy jedna z nich dopiero rosła w oddali druga wracała podcinając ją i tworząc rozbryzgi, pędzące po tafli morza jak rakiety. Szum wody i ilość decybeli sprawiały, że trzeba było do siebie krzyczeć. Niesamowita moc natury i ogromna energia wody sprawiają, że człowiek szybko pokornieje i w osłupieniu siedzi na plaży przyglądając się hipnotyzującym falom. Gdyby tylko można było pozyskiwać energię z falującego morza nie trzeba by było budować elektrowni atomowych… Maria oczywiście nie mogłam utrzymać przy sobie. Jak mały dzieciak siedział w wodzie, czekając na uderzenia fal. Po każdej z nich podnosił się z wody z trudem, sprawdzając czy spodenki są na swoim miejscu.

Czas mijał szybko, może nie robiło się spokojniejsze, a w oddali pojawiły się zarysy wulkanu na Bali i czerwień zachodzącego słońca…

Kolejny dzień przyniósł niespodziankę. Okazało się, że z początkiem lipca w Senggigi odbywa się największy festiwal kulturowy na Lomboku. Zjeżdżają się na niego reprezentacje wszystkich regionów wyspy by przed włodarzami pokazać swoje tańce i sztukę. Trochę takie nasze dożynki. Zamknięto główną ulicę w miasteczku. Ustawiono trybuny. My farciarze, zostaliśmy usadowieni tuż obok przedstawicieli władz, dostaliśmy do tego przekąski, owoce i wodę. Tak przygotowani czekaliśmy na wielką paradę indonezyjskiej kultury. Piękne stroje, makijaże, muzyka, instrumenty. Każdy region chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Kilkugodzinna parada była wyśmienita! Ale w pamięć najbardziej zapadną nam stroje panów. Marynarki, kolorowe sarongi/materiały przepasane w pasie, tworzące piękne spódnice i … złote miecze wysadzane kamieniami wsadzone za pasek przy plecach. Kobiety w muzułmańskich strojach nie ukrywające swego bogactwa paradowały ufryzowane. Ale i tak najlepszy był Pan w koszuli z grzybkami…

Ostatnią atrakcją pobytu na Lomboku była wizyta na farmie pereł. Trafiliśmy tam przez przypadek odbywając przejażdżkę po wyspie. Autore Pearls okazało się być jedną z najbardziej ekskluzywnych farm… zaryzykuję… na świecie. W domku na wodzie – gdzie można nawet zakupić kolczyki za notabene 15 000 zł – wisiały zdjęcia klientek m.in.: Angeliny Jolie z kompletem biżuterii na rozdaniu Oscarów… Nic dodać, nic ująć… Nie mniej jednak zachwycił nas proces powstawania pereł i przy tej wiedzy cena za idealne perły nie jest już aż tak przesadna. Jak wiadomo perłę wytwarza wewnątrz muszli małża. Nie jest to jednak cel nadrzędny w jej życiu.

Farma pereł (1)

Proces tworzenia się okrągłej masy perłowej zaczyna się gdy do wnętrza muszli, „w ciało” małży dostanie się np. ziarnko piasku. Ta w akcie obrony zaczyna owe ziarenko otaczać warstewką masy perłowej, raz po raz powiększając kulkę. W ten oto sposób po ok 4 latach powstaje naturalna perła. Prawdziwa rzadkość. Obecnie na farmach perłopławy „zapylane” są przez ludzi malutką kuleczką w laboratorium, następnie umieszczane na kratach na klika lat w wodach oceanu. Doglądane codziennie przez nurków czekają na żądne skarbów kobiety. By wyhodować małego perłopława schodzi się 2 lata, następnie po zapyleniu czeka się 4-6 lat na perłę. Zapłodnieniu ulega tylko 80% z nich, by następnie 70% dało perły ze skazą, nie idealnie okrągłe, przez co tańsze, a jedynie 30% rodzi perłę IDEALNĄ, czyli tą którą w celach promocyjnych dostaje potem Angelina Jolie. Made in Indonesia…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s