Kilkadziesiąt godzin w Makasar…

Port w Makasar_Sulawesi_Insonezja (30)Po dłuższym pobycie na indonezyjskim Lomboku przyszedł czas na spędzenie ostatniego azjatyckiego miesiąca na wyspie Sulawesi. By oszczędzić sobie 32 godzinnej męczarni na promie kupiliśmy dość tanio bilety lotnicze i późnym wieczorem dotarliśmy na oddalone od centrum 30 km lotnisko. W samolocie byliśmy jedynymi białasami, którzy na koniec lotu musieli pożegnać się chyba ze wszystkimi uczestnikami lotu. Po opuszczeniu hali przylotów czekałam na Maria przed wejściem. W sekundę otoczyły mnie dziesiątki panów chcących zaoferować swoje usługi transportowe. Każdy z nich, wujek dobra rada, przyprawili mnie niemal o zawrót głowy. Dodam jedynie, że ich angielski ograniczał się jedynie do słów: taxi, transport, OK i podania swojej wygórowanej ceny. Ja idąc w zaparte twierdziłam, że nie potrzebujemy prywatnej taksówki i skorzystamy z publicznego transportu, który jako się okazało nie funkcjonuje o 22:00. Z wybawieniem przybyła nam młoda Indonezyjka Tan Jefri, która czekając na męża (pochodzącego z Papui) zaproponowała nam podwózkę. I tym oto sposobem pędziliśmy autostradą samochodem, dowiadując się przy okazji wielu rzeczy o Indonezji. Przy okazji ostrzeżono nas, ze nocą Makasar to nie jest najbezpieczniejsze miejsce i najlepiej samemu nie wychodzić na spacerki po z mroku. Jakby tego było mało, nasi nowi towarzysze zaproponowali nam późną kolacje w ich ulubionej knajpce z owocami morza. Cóż to była za uczta! W takich chwilach człowiek chciałby móc najeść się na zapas… Całe spotkanie z Tan Jefri i jej mężem kolejny raz utwierdziło nas w przekonaniu, że na świecie jest mnóstwo dobrych ludzi, gotowych przyjść z pomocą w najmniej oczekiwanych momentach. Dziękujemy Wam!

 Makasar_Sulawesi Indonezja (3) Makasar_Sulawesi Indonezja (2) Makasar_Sulawesi Indonezja (1)„The salvation came to us from young Indonesian girl – Tan Jefri, who waited for her husband and offered us a ride. And this was the way we raced highway car, learning so many things about Indonesia. By the way, our new friend warned us that night Makassar is not the safest place, and best not to go out alone on walks around with darkness. As if that were not enough, our new companions offered us a late dinner at their favorite resteurant with seafood. What a treat it was! The whole meeting with Tan Jefri and her husband once again confirmed our belief that the world is full of good people ready to lend a hand when you least expect it. Thank you!”

Makasar_Sulawesi IndonezjaTak więc eksplorację ogromnej, wyglądającej na oceanie jak kleks wyspy rozpoczęliśmy w mieście Makasar. Samo miasto można określić w skrócie Makasar=Masakra. Półtora miliona mieszkańców żyje w szarym i nijakim mieście rozlanym na nizinie w południowej części wyspy. Całe szczęście spędziliśmy tu tylko 32 godziny. Późną nocą, po przepysznej kolacji ulokowaliśmy się w New Legend Hostel, który ze względu na jakość oferty powinien już dawno nazywać się Old Legend Hostel.

Makasar_Sulawesi Indonezja (4)Następnego dnia tam właśnie poznaliśmy Vincenta i Kastor, parę Francuzów z którymi udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Oprócz nieciekawego Fortu Roterdam nie ma tam nic… jedyna pożyteczna rzecz jaka nam się owego poranka udała to lekcja angielskiego z czekającymi tam na turystów lokalnymi studentami. A potem jeszcze kilka fotek na nabrzeżu…

Zachęceni opisem z przewodnika udaliśmy się piechotką do portu Pelabuhan Paotere.

Któż wiedział, że dostanie się tam zajmie nam 2 godziny. Ale było warto. Słońce zbliżało się do horyzontu, piękne, drewniane łajby i szkunery bujały się w zatoce.

Mnóstwo rybaków, całe rodziny, dziesiątki dzieciaków traktowało ten port jak swój dom. Tu zasiadali do obiadu, pracowali przy rozładunku, naprawiali łodzie, pili arak i grali w piłkę. Wszyscy spracowani, ale uśmiechnięci od ucha do ucha. Wizyta w porcie była swoistą podróżą w przeszłość… jak byśmy oglądali kadry filmu pokazującego rozładunek powracających z Indii statków z przyprawami, sadzonkami nowych roślin, kosztownościami. Mężczyźni pracujący w dokach używający siły swoich mięśni, żadnych, kontenerów, kanałów, podnośników. Przeciwieństwo nowoczesnego portu w Singapurze. Paczka rozdanych papierosów i można robić zdjęć przy wyładunku cementu czy czosnku. Silni faceci, z licznymi bliznami, marynarze spaleni słońcem, wychowani falami. A przy tym otwarci, zaciekawieni, serdeczni ludzie.

Słońce już zaszło, a nasza czwórka musiała znaleźć bezpieczny transport do Hostelu. Takim oto sposobem wylądowaliśmy w moto rikszach, wracając w strugach deszczu do Makasaru.

W oczekiwaniu na nocny autobus do Tana Toraja – głównego punktu naszej wizyty w Sulawesi razem z francuską parą udaliśmy się na partyjkę bilarda do pobliskiej kanciapy. Tym oto sposobem 2 dni spędzone w Makasarze minęły nam miło i bezboleśnie. Czego nie można powiedzieć o drodze do Tana Toraja. 11 godzin w zdezelowanym autobusie jest zawsze do zniesienia… chyba, że dostanie się wiadomość z Polski, ze oto właśnie moja siostrzyczka została magistrem z 5 na dyplomie i czeka na rodziców, by udać się na uroczystą kolację. Jak ja wtedy chciałam być w Polsce… No cóż, jak powtarza mój cudowny narzeczony: nie można mieć wszystkiego!🙂

2 thoughts on “Kilkadziesiąt godzin w Makasar…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s