Teraz Australia! Zaczynamy na północy, w Darwin

Na wstępie przepraszamy za długie milczenie na blogu. Było ku temu kilka powodów: internet jedynie w telefonie lub na godzinkę w bibliotekach publicznych. Inna sprawa, że ze względu na wysoki koszt podróżowania po kraju kangurów czym prędzej rozpoczęliśmy intensywne zwiedzanie i czasu przed komputerem było bardzo mało. A jest co opowiadać… Dla orientacji przedstawiamy ciekawą mapkę:

map

Źródło:http://www.gingerkingcampers.com

Ostatnią dobę w Azji spędziliśmy na lotnisku, ale mimo to nocleg na hali odlotów należał do udanych:

Noc na lotnisku

Po ośmiu miesiącach w Azji zestresowani, z wielkimi znakami zapytania w oczach, kartą kredytową przygotowaną na najgorsze wsiedliśmy do samolotu na trasie Bali (Indonezja)-Darwin (Australia) i już na lotnisku doznajemy szoku.

Latamy kangurem

Przyzwyczajeni do ciągłego chaosu, gwaru, azjatyckiego roztargnienia ustawiamy się w kolejce do urzędu imigracyjnego. Dodam tylko, że pakowanie przed przylotem na nowy kontynent również wiązało się ze specyficznymi przygotowaniami. Do Australii bowiem wwieźć można jedynie 50 papierosów na osobę, 2 litry alkoholu i żadnego jedzenia, a w szczególności owoców i warzyw, jeśli chcemy przewieźć drewno (np. pamiątki) trzeba to zgłosić do odprawy, żadnej broni, błota/ziemi w butach, sic!, i wiele innych. Australijczycy bowiem baaardzo chronią swoją naturę przed innymi gatunkami, bakteriami, zarazkami, które przybywając z Azji mogą wyrządzić jej szkody. Odprawa jednak przeszła gładko. Nie mniej nasze bagaże były porządnie przeskanowane przez celników. Jeśli chodzi o wizy to Polacy bez problemu otrzymują darmowe wizy turystyczne online (trwa to ok godzinę), ważne rok, maksymalna długość jednorazowego pobytu 3 miesiące. Nie mamy za to możliwości otrzymania wizy work & travel w Australii (by nie tylko wydać tu fortunę, ale też trochę zarobić) i tu dziękujemy za opieszałość i bezmyślność naszego rządu i urzędników!

Tyle o formalnościach.

Jak wysoce rozwinięty jest to kraj można zaobserwować już na lotnisku. My poczuliśmy się jak w filmie sience-fiction ponieważ odprawa obywateli Australii trwa przy każdej osobie kilka sekund: tyle co zeskanowanie siatkówki oka przez specjalną maszynę. Żadnego zbędnego personelu, kosmiczna identyfikacja…

2 pierwsze noce spędziliśmy w młodzieżowym hostelu w samym centrum Darwin. 85 dolarów za pokój od razu sprowadziło nasze portfele na ziemię.

Warto dodać przy tej okazji jak owe hostele działają. Z reguły gdy podróżuje się samemu najtańszą opcją jest przenocować w tak zwanych dormach, czyli wieloosobowych salach gdzie dostaje się miejsce na piętrowym łóżku i szafkę. My dopłacając trochę wzięliśmy dwójkę. Dla gości dostępne są pralnie, w pełni wyposażona kuchnia, ogródek, baseny, łazienki. Sława australijskich hosteli nie jest zbyt pochlebna, ponieważ zjeżdżają się tu żądni wrażeń, bardzo młodzi Brytyjczycy, którzy oprócz piwa w promocji szukają nocnych wrażeń… Dla nas hostel stał się mega kopalnią wiedzy począwszy od innych backpackersów podróżujących tak jak my, poprzez wszechwiedzącą obsługę aż po tablice ogłoszeń gdzie można kupić samochód, przewodniki czy znaleźć podwózkę np. do Sydney:-)

Oto jedno z takich ogłoszeń… widać, że cena spada szybko

Ogloszenia jakich pelno w hostelach

Nasze pierwsze zadanie to kupienie kart telefonicznych. Niby prosta sprawa, ale trzeba je jeszcze aktywować w rozmowie z konsultantem… I tu wyszło szydło z worka. Niby latami uczyliśmy się angielskiego, niby zjeździliśmy już bez problemu pół świata, niby pracowałam w Londynie 3 miesiące ale uwierzcie mi: angielski australijski to nie angielski z naszych szkół… Jakaż ja byłam dumna jak po kilku próbach udało się wszystko opanować i zrozumieć co mówią do nas ludzie.

Generalnie trzeba przyznać, że ludzie na ulicy, widząc nasze zagubienie, byli bardzo pomocni. Podpytywali czy potrzebujemy pomocy, mapy, wskazówki… Jak tylko przełamaliśmy nasze strachy przed komunikacją z nimi wszystko stało się proste i przyjemne.

Na plazy w Darwin Na plazy w Darwin (1)

Biblioteka w Darwin

Darwin jest miastem stosunkowo niewielkim jak na stolicę stanu, ale za to bardzo wielokulturowym. Oprócz białych Australijczyków jest tu mnóstwo Azjatów, szczególnie Indonezyjczyków oraz wielu rdzennych mieszkańców czerwonej ziemi: Aborygenów.

Aborygeni

W Darwin było przyjemnie, ale czym prędzej ogarnęliśmy plan dalszej wycieczki po Antypodach. Jak tylko wynaleźliśmy w internecie opcję wzięcia prawie ZA DARMO samochodu, a w praktyce domu na kółkach, to nie zastanawialiśmy się zbyt długo i zamówiliśmy naszego pierwszego Campervana, którym mieliśmy przemierzyć 4 tysiące kilometrów po czerwonym centrum Australii.

I o tym już w następnym wpisie:-)

Ruszamy w australijski OUTBACK

6 thoughts on “Teraz Australia! Zaczynamy na północy, w Darwin

  1. Też miałem problem z aktywowaniem telefonu w Telstrze. Ale to dlatego, że pan konsultant był zdecydowanie z Indii. I kilka razy prosił mnie o detobe. Za szóstym razem zorientowałem się, że chodzi o „date of birth”🙂 Ale to prawda, Australijczycy, szczególnie z Sydney, potrafią skomplikować ten przyjemny język również…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s