Sydney, spełniamy marzenia

Zoo Sydney (1)

Do Sydney jechaliśmy ze sporymi emocjami i oczekiwaniami. Nasłuchaliśmy się, że to miasto ma swoją magię, jest wyjątkowe i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Łatwo takie oczekiwania zawieść… Po oddaniu samochodu do wypożyczalni udaliśmy się do Couchsurfera Bolka, który przyjął nas na kanapie w domu studenckim. Spędziliśmy tam dwie noce ładując akumulatory i relaksując się na pobliskiej plaży.

Mario w Sydney (2) Miejska plaza w Sydney

A tych w Sydney jest aż 70! Świetnie utrzymanych, z miejscami do gry w siatkówkę, placami zabaw, grillami. Jest nawet kilka plaż dla nudystów…

Watson Bay Sydney (3)

Na kolejne 6 dni przenieśliśmy się do hostelu w samym centrum, rzut beretem od wszystkich głównych atrakcji. Za 50 AUD wynajęliśmy pokój w starym budynku w stylu wiktoriańskim, gdzie słychać było wielkomiejski gwar, a gdy patrzyłam za okno wydawało mi się, że jestem Carrie Bradshaw. He, he.

Następnego dnia zaczęliśmy zwiedzanie. Przyznam szczerze, że nogi nam odpadały – tyle jest tu do zobaczenia. Na pierwszy ogień poszła oczywiście OPERA! Budynek wyłożony jest małymi kafelkami w kształcie rombów, które odbijają światło co sprawia, że o każdej porze dnia i nocy przyjmuje on inny kolor, mieni się w słońcu. Jego położenie w otoczeniu wód zatoki nasuwa skojarzenie z bielą spienionej fali. No cóż. Niesamowite było patrzeć na budynek, który od zawsze w mojej głowie był symbolem odległego kraju, marzeniem, które właśnie się spełnia. I co? I nic. Ładnie położony w zatoce gmach, odważna architektura, ale jednak nie zachwyciło… Dostrzegam tu jednak drugie dno. Historia budynku nie jest usłana różami. Miasto w 1957 ogłosiło konkurs na projekt, do którego stanęło 300 architektów. Zwyciężyli Jørn Utzon. Legenda głosi, że inspiracją do powstania kopuł przyszła do niego gdy kroił na ćwiartki pomarańcze…

Opera w Sydney (8)

Gdy rozpoczęto budowę koncepcyjny projekt musiał zostać uszczegółowiony. Prace wykazały wady i niedociągnięcia pomysłu, do tego nowe rozwiązania konstrukcyjne bryły, kosztowały miasto coraz więcej. Jørn Utzon postanowił odejść z zespołu, a jego pracę przejęła nowa grupa architektów, kończąc rozpoczęte dzieło. Patrząc na spektakularny budynek, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jest to poniekąd symbol rozczarowania… ale za to piękny symbol. Prace planowano zakończyć w kilka lat ale cała budowa trwała aż 16. Budżet urósł do 102 milionó dolarów, a mimo toinwestorzy wprowadzieli cięcia co obniżyło standard wykończenia oraz pogorszyło akustykę. Ale to nie koniec, okazuje się bowiem, że eksploatacja opery jest wysoce nierentowna i by ją ogrzać zużywa się prądu, który by wystarczył na potrzeby średniego miasta. Ale mimo to odwiedza ją rocznie 7 milionów ludzi…

Kolejnego dnia wybraliśmy się zaczerpnąć trochę historii. Wybraliśmy się do słynnych The Rocks (skał), którymi nazwane jest tutejsze „stare miasto”. Były to tereny na, których osiedlili się pierwsi biali, przybywający z Wielkiej Brytanii. Przy okazji warto tu wspomnieć, że siedliska Aborygenów na terenie dzisiejszego Sydney zostały założone około 40 tysięcy lat temu.

Mario w Sydney (3)

Nie mniej jednak, to tu zaczęła się historia miasta. Historia nieco niechlubna, ponieważ pierwszymi białymi mieszkańcami Australii byli skazańcy, zesłani tu na odbycie kary przez własny rząd. The Rocks jako kolonia karna początkowo nie miało dobrej reputacji ponieważ w kolejnych latach, stało się slamsami odwiedzanymi przez przybywających żeglarzy, którzy szukali tu głównie butelki rumu i cielesnych uciech. Potem kilkakrotnie miała tu miejsce gorączka złota.

Największe wrażenie zrobiła na nas sama zatoka w której położone jest serce miasta. Port Jackson jest największą na świecie naturalną zatoką-portem i zajmuje powierzchnię aż 55 km2! Stojąc na nabrzeżu, spacerując niezliczonymi bulwarami można podziwiać pływające statki, panoramę miasta, piękne wille położone na otaczających wzgórzach. Przy tym nad wodą nie ma się wrażenia, że jest się w ogromnym mieście gdzie żyje 4,5 miliona mieszkańców.

Opera w Sydney (5)

W Sydney znajduje się też najwyższy budynek Australii – Sydney Tower o wysokości 305 metrów. Poniżej możecie podziwiać zdjęcia ze szczytu wieży.

Mariuszowi natomiast najbardziej podobał się górujący nad miastem Harbour Bridge. Ma on rozpiętość 495,6 metrów i jest jednym z największych mostów łukowych na świecie. Podobno Australijczycy przezywają go „wieszak”, ze względu na jego formę.

Zoo Sydney (2) Panorama Sydney

Postanowiliśmy również odwiedzić Galerię sztuki: New South Wales, gdzie najbardziej spodobały nam się współczesne instalacje-wystawy, poniższa pokazuje zawieszone w powietrzu na linkach okrągłe kamienie, które unosząc się sprawiają wrażenie lekkich brył.

Za radą naszego kolegi Marcina, który studiuje niedaleko Sydney wybraliśmy się do zatoki Watsona, gdzie podziwialiśmy zapierające dech w piersiach przepiękne klify, latarnię morską i rzeczoną plażę nudystów (choć tu już nie było czego podziwiać ;-))

Ogromną atrakcją była dla nas wizyta w pięknym Toranga ZOO (wstęp 44$/os) gdzie po raz pierwszy widzieliśmy najsłodsze na świecie koale!!!

Zoo Sydney Zoo Sydney (23) Zoo Sydney (22)

Dumnego lwa….

 Zoo Sydney (15) Zoo Sydney (14)

Oraz nie takiego strasznego jak go malują diabła tasmańskiego.

Miejskie ZOO jest pięknie położone na wzgórzu z widokiem na City. Odbywają się tu również pokazy ptaków i występy foczek… czyli to co tygryski lubią najbardziej…

4 thoughts on “Sydney, spełniamy marzenia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s