Christchurch, miasto po przejściach

Tak więc Kochani! Zaczynamy wpisy na temat Nowej Zelandii, która zauroczyła nas naturą niespotykaną nigdzie indziej. Spędziliśmy tu 34 piękne dni; końcówkę kalendarzowej zimy i początek pięknej i bujnej wiosny.

Christchurch_Nowa Zelandia (3)

Ale teraz kilka słów o naszym pierwszym przystanku w Nowej Zelandii, czyli Christchurch. Dlaczego zaczynamy akurat z tego miejsca? Powody są dwa. Po pierwsze: tutaj były najtańsze bilety lotnicze z Australii. Po drugie: praktycznie wszystkie relokacje aut (darmowe przetransportowanie samochodu z punktu A do B), które można tutaj zrobić są właśnie z Christchurch do Auckland. Uznaliśmy więc, że wizytę w Nowej Zelandii zaczniemy od wyspy południowej, zwiedzimy ją całą, a następnie weźmiemy samochód w opcji: relokacja i przemieścimy się nim na wyspę północną, zaliczając po trasie prom. Czy nam się to uda przeczytacie w kolejnych wpisach. Na tę chwilę jesteśmy w Christchurch.

Tutaj udało się nam znaleźć na coutscherfingu Bena, u którego nocowaliśmy dwa dni. W ciągu tego czasu zwiedziliśmy miasto. Kiedyś było ono jednym z najpiękniejszych w Nowej Zelandii, zbudowane na wzór dawnej Anglii. Niestety trzy lata temu zostało ono nawiedzone przez silne trzęsienie ziemi, które spowodowało ogromne zniszczenia. Dziś jest ono smutnym pomnikiem tych, którzy wtedy zginęli, ale również symbolem nadziei na lepsze jurto. Chociaż odbudowa idzie bardzo powoli, mieszkańcy mają nadzieję, że świetność miasta zostanie przywrócona.

W międzyczasie udało nam się wypożyczyć naszego campervana, w którym spędzimy najbliższe dwa tygodnie przemierzając wzdłuż i wszerz południową wyspę. Szczęśliwie się złożyło, że dostaliśmy prawie nowiutki samochód (na liczniku niecałe 4 tys. kilometrów), jazda i pomieszkiwanie w nim były więc czystą przyjemnością. O dziwo nie zapłaciliśmy za niego dużo, bo tylko 650$ (14 dni). Przed samym wyjazdem baliśmy się tylko jednego: zimnych nocy. Przezornie więc w pakiecie z autem zaopatrzyliśmy się w farelkę, aby grzała nam tyłki.

Tak więc po dwóch nocach u Bena zabraliśmy nasze plecaki i ruszyliśmy po odbiór auta. Później runda po mieście w poszukiwaniu supermarketu, w nim zakup prowiantu i ruuuuszamy w drogę!

Przy tej okazji, warto wspomnieć 2 słowa o Couchsufing.org.- generalnie jest to społeczność ludzi, którzy zamieszczają swój profil na portalu, dając tym znak, że mogą przyjąć do siebie podróżników na noc. Zwykle piszemy do kilku osób z danego miejsca, oni przeglądają nasz profil, bloga i w miarę możliwości udostępniają pokój, kanapę, podłogę do spania. Do tego służą czasem radą, wspólnym zwiedzaniem czy wieczornymi pogaduchami. Wszystkie nasze doświadczenia w tym polu były pozytywne, choć wizyta w Christchurch była osobliwa… Nasz kolega powiedział jedynie, że mamy się czuć jak u siebie w domu, potem napomknął tylko, że nowozelandzkie lody są najlepsze na świecie i tyle… Zdążyliśmy jedynie zapytać jak mamy zamknąć drzwi kiedy będziemy wychodzić, w odpowiedzi dowiedzieliśmy się, że Nowozelandczycy nie zamykają drzwi na klucz, bo przestępczość tu jest znikoma. Rano podziękowaliśmy za kanapę i tyle nas widzieli…

Spodziewajcie się teraz na blogu naszych zaległych wpisów z Nowej Zelandii, trochę tego będzie… A my jutro lot z Auckland do Sydney, tam dzień czekania i wieczorem lot do Buenos Aires – 15 godzin w samolocie bez przerwy!!! Trzymajcie kciuki…

One thought on “Christchurch, miasto po przejściach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s