Gisborne – w odwiedzinach

Gisborne (5)

Pobyt w Auckland i Titirangi minął nam jak z bicza strzelił. Zabraliśmy więc nasze manatki i ruszyliśmy dalej w drogę. Kolejny przystanek to Gisborne. Tym razem jako środek transportu wybraliśmy autobus. Przez internet zakupiliśmy bilety w cenie 185$ NZ za dwie osoby w dwie strony. Z samego rana zostaliśmy podwiezieni przez Czarka do centrum Auckland, skąd wyruszał autokar. Podróż trwała około 8 godzin.

Po dotarciu na miejsce zostaliśmy odebrani z przystanku przez Monikę. Bo wizyta w Gisborne to tak naprawdę w głównej mierze odwiedziny u koleżanki Ani, która wyemigrowała jakiś czas temu do Nowej Zelandii. To już nasz drugi polski przystanek w tym kraju. I znów mogliśmy poczuć się jak w domu. Steve, partner Moniki, nawet specjalnie dla nas upolował zwierza, z którego przyrządzona została przepyszna kiełbasa. Bo w Nowej Zelandii polowania to bardzo popularna rozrywka. A Steve jako wytrawny znawca okolicznych terenów zabrał nas na ekstremalny trekking połączony z nocowaniem w górskiej chacie. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach przeprawa nie była łatwa, brodzenie prawie po pas w górskiej, lodowatej wodzie to nie przelewki. Ostatecznie nie udało nam się dotrzeć do celu, gdyż nurt w rzece był zbyt silny, ale pokazaliśmy, że moglibyśmy być niezłymi traperami.

Gisborne słynie z pięknych plaż i doskonałych warunków do surfowania. My tego drugiego nie próbowaliśmy, bo to był początek wiosny i woda jak dla nas za zimna, ale nie omieszkaliśmy zrobić wypadu na plażę. Zabawa była przednia, a na koniec dnia przepiękny zachód słońca.

Gisborne (3)

Dom naszych gospodarzy położony jest nad samą rzeką. Postanowiliśmy więc trochę popływać kajakiem, szczególnie dlatego, że dostaliśmy go do dyspozycji. Pływanie kajakiem nie jest trudne i męczące, chyba że zacznie się odpływ. Tak było w moim przypadku. W pewnym momencie zauważyłem, że poziom wody zaczyna dość szybko się obniżać. Musiałem więc zakasać rękawy i wiosłować co sił by z powrotem wrócić do domu.

Gisborne

Ledwo przyjechaliśmy do Moniki i Steva, a już trzeba było się zbierać i znów ruszać w drogę. Kochani, dziękujemy za miłe przyjęcie.. do zobaczenia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s