Północna północ Nowej Zelandii, przylądek Reinga

Nocleg w okolicach Cape Reigna (2)

Ostatnie 4 dni w kraju Kiwi – Nowej Zelandii, obfitowały w różnorodne krajobrazy: od oceanicznych klifów, przez zielone wzgórza, najstarsze lasy, aż po pustynne wydmy. Myśleliśmy, że już nic nas tu nie zaskoczy, a jednak. Wypożyczyliśmy samochód na 5 dni i objechaliśmy północną północ – czyli półwysep na północ od Auckland, by finalnie dojechać do przylądku Reigna. Niestety było już po 1 października i ceny za wynajem wana skoczyły o 110%. Cóż – wszyscy czują tu wiosnę.

Kopalnia bursztynu (5)

Pierwszy etap półwyspu to piękne, soczyście zielone wzgórza.

Częstym widokiem są tu również olbrzymie, grube i gęste żywopłoty tworzone nie z jakiś tam krzaczków, ale z drzew. Tu wszystko rośnie jak na drożdżach więc nie dziwią takie ogrodzenia.

Zywoploty giganty

Po trasie kilka przystanków w Zatoce Wysp, piękne plaże, domy przy oceanie, a mnie nawet udało się odnaleźć serce…

Mieliśmy też mały przystanek w kopalni bursztynu, który na potęgę wydobywany był tu kilkadziesiąt lat temu.

W końcu udało się nam dotrzeć na kraniec północnej wyspy. Wiało jak cholera, ale widoki niesamowite. Stąd mieliśmy bliżej do Los Angeles niż do Londynu.

Tego wieczoru udał nam się również nocleg, tuż przy przylądku, w małej, ukrytej zatoce znaleźliśmy kamping przy lagunie. Cudo, nocą czarne niebo i zabójcze gwiazdy, w dzień pyszne śniadanko i w drogę.

Ale i tak największa frajda dopiero przed nami. Wielkie, rozległe wydmy! Mimo, że nocą tyłki nam zmarzły w samochodzie tu słońce dawało niemiłosiernie, piasek palił w stopy… Ale zbieganie z tych „górek” to była zabawa. Do tego były tam takie punkty, w których czuliśmy się jak na pustyni. Czad!

Po raz kolejny udało nam się dojechać też na plaże, na której można jeździć samochodem, uwaga!ograniczenie prędkości do 100 km/h😉 Dodatkowo trzeba pilnować przypływów bo można utknąć na plaży samochodem, a wtedy nic z niego nie zostanie…

Dla Mariusza największą frajdą była wizyta w parku narodowym gdzie rosną najwyższe i najgrubsze drzewa Kauri. Robią wrażenie, niektóre z nich mają nawet 2 tysiące lat… Tu Jezus chodzi po ziemi, a tam zaczyna rosnąć drzewo, które właśnie oglądamy… wow!

Kochani, i to koniec Nowej Zelandii, niektórzy nawet narzekali, że nie publikujemy Ameryki Południowej! Więc teraz zaczynamy i będziemy starać się być na bieżąco:-) Już niedługo Buenos Aires!

Cape Reigna (10)

One thought on “Północna północ Nowej Zelandii, przylądek Reinga

  1. Hej, pamiętam, że pod drzewem które miało 2tys. lat się spotkaliśmy – zdumiewające to trochę było. Miło widzieć, że u Was wszytsko dobrze i szczęśliwie się zakończyło. Finalnie ja również powróciłem i sprowadziłem się do Warszawy. Do miłego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s