5 dni w boskim Buenos Aires…

Buenos Aires (1)

W Buenos Aires ludzie wiedzą jak flirtować z życiem. Piją dobre wina, zajadają się lodami, ucztują w świetnych knajpach, tańczą tango. Z nieco „zastałych” Antypodów przenieśliśmy się do serca Ameryki Południowej. 15godzinny lot (częściowo nad Antarktydą) minął nad wyraz szybko i znaleźliśmy się na nowym kontynencie, znając kilka słów po hiszpańsku, ufając, że język gestów pozwoli przetrwać nam tu 60 dni.

W Buenos, spacerując po ulicach, raz czuliśmy się jak w Rzymie, raz jak w Paryżu. Dookoła kwiaciarnie, kawiarnie, piękni, opaleni ludzie w każdym wieku, panowie w błękitnych koszulach, panie z obowiązkową czerwienią na ustach. Pytanie tylko gdzie tu załapać się na lekcje tanga…?!

Buenos Aires (15)

W poszukiwaniu najpierw udaliśmy się się do dzielnicy la Boca. Symbol Buenos wygląda jakby szalony artysta-architekt wziął do ręki pudełko kredek i wyrysował małe domki, kolorowe okna i drzwi, a mieszkańcy dorzucili swoje kawiarenki, sklepiki i suszące się pranie.

Teraz to cel wszystkich turystów przebywających w mieście, dlatego zapewne dawny czar i prawdziwe serce, którym tętniła dzielnica przygasło pod ciężarem komercjalizacji. Tak czy siak, warto, piękne miejsce. Dojechać można autobusami 64 i 152. Raczej nie oddalajcie się od głównych punktów, dzielnica nie słynie z bezpieczeństwa…😉

Przyjmuje się, że położenie La Boca jest miejscem, w którym Pedo de Mendoza założył pierwszą osadę w roku 1536 (Port Najświętszej Marii Panny Dobrego Powietrza). Tu też pierwszy raz kopnął piłkę Diego Maradona

Buenos Aires (18)

Najbardziej podobało nam się w Porto Madero, gdzie świetnie odrestaurowane budynki portowe współgrają z wieżowcami po drugiej stronie kanału.

Kolejnym super miejscem jest Plaza de Mayo. Imponujące budynki katedry, banku narodowego, ministerstwa, urzędy, przepiękna architektura, kolumny, kopuły. Cudo! Wszystko wtopione w tkankę miasta, poprzecinane deptakami, ulicami i skwerami.

Dookoła sprzedawcy prażonych w miodzie orzechów i mnóstwo… cinkciarzy. Trzeba wiedzieć, że obowiązują tu 2 kursy walut. Dla przykładu: oficjalnie za 100$ amerykańskich dostajesz 580 pesos, a u sympatycznych kolegów na ulicy masz 900 pesos. I to dale 40% więcej zakupów! Ceny wg oficjalnej wymiany zbliżone są do tych w Polsce. Przykładowo za nocną taxi z lotniska (35km) zapłaciliśmy 125 zł, bilet metra 1,2 zł, duża pizza 45 zł, wino 18 zł. Gdy weźmiemy pod uwagę wymianę kasy na czarnym rynku (blue dollars) ceny maleją o 40%🙂

Punktem obowiązkowym jest też słynny i zabytkowy cmentarz Recoletta. Stare grobowce, wyglądające jak kaplice, małe kościółki tworzą jakby nieruchome, martwe miasto z kamienia. Dookoła rzeźby aniołów, podobizny zmarłych, nie widać żadnych zniczy czy kwiatów. Trumny i urny leżą na półkach. Niektóre groby są już zaniedbane i zniszczone, niektórym przywraca się dawny wygląd. Specyficzne miasto zmarłych w sercu tętniącego Buenos.

W mieście tanga zatrzymaliśmy się na couchsurfingu u polsko-argentyńskiej pary Marzeny i Emiliano (i ich psa Huany). Wyrozumiali, serdeczni i pomocni gospodarze sprawili, że najbardziej urokliwe zakątki miasta stały dla nas otworem. Jednak największą ucztę mieliśmy zajadając się tradycyjnym daniem argentyńskim – asado, które specjalnie dla nas przygotował Emiliano. Panowie najpierw upolowali krowę, potem została ona przyrządzona w domowym palenisku opalanym drewnem. Nie muszę wam mówić jak obłędnie smakuje soczyste mięsko zakrapiane sporą ilością wina.

Będąc w Buenos Aires bez dwóch zdań polecamy jednodniową wycieczkę do delty Tigre. Łatwo dostać się tam lokalnym pociągiem, najpierw na stację Retiro i z stamtąd bezpośrednim pociągiem (Tigre). W miasteczku przywitał nas bardzo ładny dworzec oraz architektura miejska. Zwyczajowo wzięliśmy lokalną taxi-boat (cena 45 pesos/os/dwie strony) i ruszyliśmy w objazd po rozsianych w ujściu rzeki licznych wysepkach, na których swoje domki pobudowali co zamożniejsi lub co bardziej wyluzowani mieszkańcy Buenos. Poniżej kilka zdjęć z tego uroczego rejsu.

Nie ma Buenos bez tanga. Nie ma tanga bez wina (ale to tylko w naszym przypadku). Za radą naszych znajomych wybraliśmy się do La Catedral – klimatycznej, miejskiej knajpy gdzie można zobaczyć i zatańczyć ten sensualny taniec. „Katedra” zdaje się być dawną fabryką lub magazynem, gdzie nastrój tworzą stare pianina, obrazy, zabytkowe sofy, ciepłe czerwone światło.

Buenos Aires (62) Buenos Aires (60) Buenos Aires (61)

Po butelce wina odważyliśmy się wziąć udział w lekcji tanga (40 pesos, 20 zł/os). Jak się okazało uniwersalny język tańca można zrozumieć nawet bez znajomości hiszpańskiego. Największą rozkoszą było jednak patrzeć jak pochłonięci muzyką tancerze suną po parkiecie przenosząc się w swój własny świat.

 Buenos Aires (63) Buenos Aires (64)

3 thoughts on “5 dni w boskim Buenos Aires…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s