Cuzco – na fundamentach Inków

Cusco_panorama (1)Były momenty, gdy Lima przytłaczała nas ilością ludzi, rozległością, ruchem na ulicach, brakiem porozumienia (nie znamy hiszpańskiego). Nie było możliwości, żeby wtopić się w tłum, zanurzyć bez zwracania na siebie zbytniej uwagi. Domyślaliśmy się, że Cuzco będzie inne. I nie myliliśmy się.. ale o tym za chwilę. Aby wydostać się z Limy mieliśmy tak naprawdę dwie opcje: autobus lub samolot. Jeżeli chodzi o ten pierwszy to podróż trwałaby ponad 21 godzin, a bilety (zależnie od linii autobusowej około 40$/os) nie były aż tak konkurencyjne w stosunku do drogi powietrznej – 70$/os. Wybraliśmy więc opcję przelotu samolotem i to był strzał w dziesiątkę. Nie dość, że podróż trwała tylko 1 godzinę, to widoki podczas jej trwania były nieziemskie. Pofałdowane góry, ośnieżone szczyty, Andy w całej swojej okazałości.

Co prawda lot nie należał do najprzyjemniejszych – przynajmniej dla mnie – gdyż schodzenie do lądowania wyglądało tak, jakby samolot schodził po schodach. Ale przetrwałem to i już po chwili byliśmy w Cuzco i braliśmy taksówkę do centrum gdzie mieścił się nasz hostel. Nie był tani 30$/2os, ale był czysty, ładnie urządzony, a lokalizacja super, przy centralnym Placu Broni. Poza tym wybraliśmy sobie opcję prywatnego pokoju z łazienką dlatego musieliśmy tyle zapłacić. W ogóle trzeba powiedzieć, że z racji bardzo turystycznego charakteru miasto nie jest tanie. Aby zjeść dobry posiłek trzeba było wydać 20-30 S./os (czyli jakieś 22-32 zł). Za taką sumę w Tajlandii cztery osoby by się spokojnie najadły😉 Ale nic to, staraliśmy się tak, aby nie przekroczyć wcześniej założonego budżetu.

Cusco_budynki (3)

Niedługo po przylocie doświadczyliśmy tego, co przytrafiło nam się w Himalajach, czyli choroby wysokościowej. Miasto położone jest bowiem na wysokości 3326 m n.p.m. Ja miałem tylko ból głowy i zadyszkę gdy wchodziłem po schodach. Anię ścięło po południu, zawroty głowy, mocne osłabienie, przyspieszone tętno. Dużo wody, odpoczynek i sen pomogły. Na szczęście tutaj nie musieliśmy od razu chodzić po górach, mieliśmy więc czas na aklimatyzację.

Cusco_budynki (6)

Po dobrze przespanej nocy od razu ruszyliśmy w centralny punkt miasta, czyli Plaza de Armas. Jest to miejsce spotkań, przesiadywania na ławce, wygrzewania się na słońcu i podziwiania otaczającej architektury. Zdecydowanie jest to najpiękniejsza część Cuzco. Zarazem jest to punkt, z którego zwykle zaczyna się zwiedzanie miasta. A jest ono przepięknie położone w dolinie, otoczone wzgórzami.

Szczególnie urzekająco wygląda to wieczorem, gdy stojąc na placu ogląda się światła domów, które rozsiane są po wzgórzach.

Co do architektury to zdecydowanie dominuje tutaj postkolonializm. Nie mniej czuć tutaj obecność dawnych inkaskich budowli, które stanowią fundament dla wielu kościołów, domów, murów. Niestety praktycznie wszystkie budowle z czasów Inka zostały zniszczone przez Hiszpanów w czasie konkwisty. Można sobie tylko wyobrazić jak to miasto mogło wtedy wyglądać. Gdy odbywaliśmy free tour po mieście, nasz przewodnik bardzo podkreślał dawną świetność miasta i myśl techniczną ówczesnych budowniczych. To co zauważyć można gołym okiem to fundamenty inkaskie ułożone z ogromnych, obrobionych kamieni, które ułożone bez zaprawy pod kątem 15 stopni chroniły budynki przed trzęsieniami ziemi, które są tu nadal częste.

Cusco_budynki (5)

Jednak to co stworzyli Hiszpanie również wygląda pięknie. Wspaniałe kościoły, domy z przepięknymi balkonami, wąskie, brukowane uliczki tworzą unikalny klimat tego miejsca.

Po ulicach chodzą tutejsi Indianie, przepastne, plisowane warstwy kolorowych spódnic, na sznurku lama czy osiołek, przez plecy przewiązana chusta z dzieckiem lub towarem do sprzedania. Spotkaliśmy nawet 2 babulinki ubrane w swoje lokalne stroje z malutką lamą. Za przysłowiową złotówkę Ania zrobiła sobie z nimi zdjęcie, nie obyło się też bez niespodziewanej pamiątki od lamy, która zostawiła jej kupę na bluzce. Mimo to – warto było potrzymać ją na rękach.

Nad miastem góruje figura Białego Chrystusa (Christo Blanco). Wzgórze, na którym stoi jest idealnym miejscem, z którego można podziwiać panoramę miasta.

Cusco_ChristoBlanco

Można tam dojechać lokalnym transportem za 1 S./. Autobus można złapać z przystanku niedaleko kościoła Santo Domingo. Ale niekoniecznie trzeba jechać na wzgórze. Nieckowata dolina, w której położone jest miasto sprawia, że wystarczy wspiąć się w wyższe jego partie by zobaczyć pięknie rozpościerające się miasto. My trafiliśmy do takich miejsc dzięki free tour i naszemu przewodnikowi. Naprawdę warto zrobić sobie taki trzygodzinny spacer. Można dowiedzieć się wielu ciekawostek o mieście, skosztować lokalnego jedzenia, poznać tutejsze zwyczaje, posłuchać i zobaczyć jakich instrumentów używają ludzie w regionie Cuzco. Przewodnik daje wiele wskazówek odnośnie tego gdzie jeszcze warto iść i co zobaczyć i jak nie dać nabrać się na turystyczne oszustwa.

Tak trafiliśmy na lokalny targ. Jest tam wszystko: owoce, warzywa, zioła, mięso, zboże, wszelkiej maści wyroby. Obok marketu jest również kilka ulic, gdzie odbywa się handel. Nam szczególnie do gustu przypadły taczki pełne owoców. Dziesiątki rodzajów fasoli, kukurydzy, ziemniaków. Tutaj można zobaczyć również niesamowitych ludzi, poubieranych w przepiękne kolorowe stroje, noszących różne kapelusze w zależności od miejsca, z którego pochodzą.

Pewnego razu nogi zaprowadziły nas poza „stare miasto”. I podobnie jak to miało miejsce w Limie, gdy widzieliśmy jej biedne dzielnice w drodze na lotnisko, tak i w Cuzco można zobaczyć dwa światy. Ten piękny i bogaty i ten biedny, brudny, zbudowany nieskładnie jakby z tego co było pod ręką. Aż dziw że większość ludzi żyje jednak w takich miejscach. Nie zabawiliśmy tu zbyt długo i szybko zawróciliśmy w stronę Plaza de Armas.

W pierwszej połowie naszego pobytu w Cuzco widzieliśmy gorączkowe przygotowania do święta Halloween. Wszyscy kupowali stroje, w których mogliby pokazać się wieczorem owego dnia. A co to był za dzień.. Takich tłumów na głównym placu jeszcze nie widzieliśmy i prawie wszyscy poprzebierani. Święto to szczególnie dopieszczało dzieci, które miały okazję nazbierać tyle cukierków, żeby później je zjeść i pęknąć. Franiu, to zdjęcie Angry Bird to dla Ciebie🙂

Cuzco jest miejscem, z którego organizuje się wycieczki na Machu Picchu. Jest mnóstwo agencji, które w tym pomagają przy okazji inkasując swój procent. Nie inaczej i my musieliśmy kupić jedną z takich wycieczek, gdyż Machu Picchu były jednym z naszych głównych celów wizyty w Peru, ale o tym w następnej odsłonie naszego bloga😉

3 thoughts on “Cuzco – na fundamentach Inków

  1. Cudownie to oglądać a jeszcze cudowniej będzie witać was za 43 dni.Ślinka cieknie na widok truskawek w taczce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s