La Paz, poczuj się jak w domu!

La Paz miasto (7)

La Paz – najwyżej położona stolica na świecie. Przyjechaliśmy tu znad jeziora Titicaca, gdzie też udało się nam przekroczyć granicę. Cała procedura odbyła się bezproblemowo na trasie dziewięciogodzinnego autobusu Puno (Peru) – La Paz (Boliwia). Dostaliśmy bezpłatne wizy turystyczne na 30 dni.

La Paz to dość specyficzne miejsce, jest tu bowiem najwyżej położony miejski port lotniczy, najwyżej położona stacja narciarska na świecie, a także najwyżej położony stadion piłkarski oraz tor kolarski. Przez to, że powietrze jest tu bardzo rozrzedzone, trenujący na tej wysokości zawodnicy, po zejściu na „niziny” osiągają w zawodach dużo leprze wyniki. Jest jeszcze jedna zaleta – i chyba ostatnia – niewielkiej ilości tlenu w powietrzu. Mianowicie tutejsze pożary wygasają same…

Do La Paz przyjechaliśmy… pomieszkać. Tydzień w jednym miejscu to w naszym przypadku pewna doza stabilizacji, rutyny i zwykłego życia. Tak długo leniliśmy się tylko na wyspach Indonezji – no ale wtedy to byliśmy w raju więc jest to zrozumiałe. Tu dłuższy powód spowodowany był edukacją. Te 20 dni w Ameryce Południowej utwierdziło nas w przekonaniu, że w tych rejonach hiszpański to podstawa. A my umieliśmy tylko powiedzieć Vamos a la plaja! Czyli: idziemy na plażę. Tekst znany z wakacyjnych piosenek. A tu trzeba kupić bilety, dopytać czy w empanadach jest mięso czy warzywa, wytłumaczyć że drzwi do łazienki się zatrzasnęły.

La Paz miasto (6)

I tak oto trafiliśmy do Marii Pinto i jej szkoły językowej Don Quijote na intensywny, tygodniowy kurs hiszpańskiego. Maria okazała się być najlepszą nauczycielką języka jaką kiedykolwiek poznałam. Do tego opowiedziała nam wiele o Boliwii.

Szkola hiszpanskiego

Dzięki temu nasze dni uzyskały pewien rytm.

O 7:00 budziło nas ostre słońce, wdzierające się do pokoju przez duże okna. O 8:00 na śniadanie sałatka z papają, buła i obowiązkowo herbatka z liści koki. O 10:00 trzy godziny hiszpańskiego. Wyczerpani pracą umysłową posilaliśmy się w lokalnej restauracji. I tu przemiłe uczucie: serwują zupę; taką prawdziwą; jaką robi babcia, na mięsie wołowym, z mnóstwem warzyw, czasem krupnik, innym razem kalafiorowa. Na drugie kawał mięsa, sałatki, pieczone plastry banana, na deser albo owoce albo sok. Poczuliśmy się jak w Polsce, z domowym obiadem. Dodać trzeba, że stosunek jakości do ceny był bardzo dobry, najadaliśmy się we dwoje za 30 bolivianów, czyli jakieś 13 zł. Już tęsknimy!

Targ czarownic w La Paz (1)

Po obiedzie ruszaliśmy na poszukiwania prezentów, zarówno dla nas jak i dla bliskich. Uwierzcie mi, że wybór jest ogromny! A my przez ostatnie 11 miesięcy powstrzymywaliśmy się od szaleństw zakupowych, bo kto to będzie nosił, teraz im bliżej końca, tym bardziej sobie folgujemy. Lamę przywieziemy na pewno – choćby kieszonkową!🙂

Wiele osób twierdzi, że w La Paz nie wiele jest do roboty, a samo miasto nie zachwyca. Nam – podobało się bardzo! Kiedy się do niego dojeżdża widzi się wszystko z góry, 4 000 m.n.p.m! Dookoła ośnieżone szczyty, surowe skały, w dół prowadzi serpentyną droga. Serce miasta położone jest najniżej, otoczone dookoła wnoszącymi się przedmieściami. Tym którzy przylatują do La Paz (lotnisko jest położone dużo wyżej niż centrum) może doskwierać choroba wysokościowa.

La Paz Boliwia (9)

My – już przyzwyczajeni – mieliśmy tylko lekką zadyszkę wdrapując się uliczkami na wyższe partie miasta.

La Paz Boliwia (11)

Jednego dnia, w ramach lokalnego zwiedzania wybraliśmy się na targ, zdjęcia możecie podziwiać poniżej. Najciekawszym eksponatem był ogromny szkielet głowy krokodyla. Skąd oni to tu mają?

Inną atrakcją jaka mieści się w sercu miasta jest słynny targ czarownic. Na nas nie zrobił największego wrażenia (podobny widzieliśmy w limie i do tego prawdziwie lokalny). Można tu kupić specyfiki na wszystko: od bólu pleców, przez rozterki miłosne aż do powiększania co niektórych części ciała… zarówno dla Panów jak i dla Pań. Liście koki, zioła, suszone lamy, dziwne kości, zęby, kły, figurki, amulety, specyfiki, maści, płyny, mydła… czego tylko dusza zapragnie.

La Paz miasto (10)

W La Paz zaobserwowaliśmy również ciekawe zjawisko, często późniejspotykane w miastach Ameryki Południowej. Tu nie wiedzą (a może właśnie wiedzą) co to jest konkurencja. Jeśli szukamy danego specjalisty: piekarza, notariusza, okulisty musimy najpierw znaleźć ulicę na, której się znajduje jego zakład. Potem tylko wybierać, ponieważ zdaje się, że wszyscy prawnicy mają kancelarie jeden obok drugiego, wzdłóż alejki, to samo z fryzjerami, szewcami itp itd. Zastanawiamy się czy taki układ sił wspomaga czy wręcz przeciwnie osłabia biznes…

Z praktycznych spraw:

Nasze życie hotelowe przebiegło spokojnie, milutki, czyściutki pokoik z łazienką i z super widokami oraz ze śniadaniem (sałatka, kanapka, herbata, sok i banany) – to wszystko za 140 BOL/ 63 zł za 2 osoby.

Widok z okna:

Co do szkoły językowej info poniżej:

Spanish School Don Quijote, Calle Murillo, centrum starego miasta

Tygodniowy kurs 20 godzin, Indywidualnie dla 2 osób, 35 boliwianów od osoby/15 zł od osoby. Książki wliczone w cenę.

Pozdrawiamy zimową Polskę!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s