Potosi, podróż do wnętrza ziemi

Potosi kopalnia_Boliwia (26)

Do Potosi przyjechaliśmy właściwie w jednym celu: odwiedzić miejscową kopalnię srebra i innych minerałów. Miasto jak miasto, biedne przedmieścia, bezpańskie psy, wałęsające się bez celu dzieciaki… Zatrzymaliśmy się w hostelu blisko głównego placu by na drugi dzień o 8:30 ruszyć z byłym górnikiem na zwiedzanie kopalni.

Gdy później, już po wycieczce siedziałam sobie na starym mieście w Potosi zastanawiałam się: po jaką cholerę ja tam polazłam?!🙂

No ale wszystko po kolei.

Potosi kopalnia_Boliwia

Na początek z naszą 6-osobową grupą udaliśmy się na górniczy targ, by kupić górnikom jakieś podarki. Okazało się, że skoro dziś piąteczek to najlepiej kupić alkohol. Ale nie jakiś tam byle jaki – soczysty, sprzedawany w plastikowych butelkach po 4 zł, 96% spiryt! Do tego sok pomarańczowy, rękawiczki i torba liści koki. Niektórzy zaopatrywali się również w laskę dynamitu, detonator i lont… My poprzestaliśmy na trunkach.

Dotarliśmy do podnóża wielkiej góry, która wznosi się nad miasteczkiem. Nasz Pan Przewodnik zaleca nam abyśmy przed wejściem do kopalni zaczęli żuć liście koki. Mówi, że to pomoże nam przetrwać na większej wysokości bez negatywnych objawów. Jako, że wcześniej zaopatrzyliśmy się w worek koki – zaczynamy żuć.

Po chwili zauważamy, że wszyscy górnicy również to robią, mając liśćmi wypchane całe policzki. Później dowiadujemy się jeszcze, że oprócz zmniejszania skutków przebywania na dużej wysokości, żucie liści koki niweluje uczucia głodu, pragnienia oraz dodaje siły. Po 10 minutach żucia drętwiej policzek…

Potosi kopalnia_Boliwia (23)

Kiedy zobaczyłam wejście do kopalni, zrobiłam 3 kroki w tył i powiedziałam Mariuszowi, że ja nigdzie nie idę… Obleciał mnie strach, że hej! Wiedziałam, że pod ziemią mamy spędzić 2 godziny, ubrani w drelichy, z latarkami na głowie i w starych kaskach mieliśmy przejść przez kilka poziomów podziemnymi korytarzami. Wyobraziłam sobie siebie w przejściach 1,5m, w ciemnościach, z bezpieczeństwem na słowo honoru… Klaustrofobiczne myśli, no ale cóż! Jak Vamos! To Vamos! Idziemy! Obok nas normalna codzienna praca, sunące wagoniki z urobkiem, błoto po kostki, górnicy, pył, skały, miał, glina.

Na ścianach krystalizuje się podobno arszenik, który tworzy się po wybuchach dynamitu.

Wszędzie obok malują się kolory minerałów, mieniąc się w świetle latarek. Po kilku chwilach oczy przyzwyczajają się do ciemności, nie uderza się już tak często o wystające belki, rury, skały. Zaczyna iść płynniej. Po 20 minutach odbijamy w węższe przejście, zgarbieni, ugięte kolana, ale daje radę.

Potem w górę po drabinie, którą podał ktoś z góry, przechodzimy na wyższy poziom.

Potosi kopalnia_Boliwia (13)

 Coraz ciężej nam się oddycha, czujemy, że coraz mniej tlenu, w końcu jesteśmy na 4 500 metrów, tu i tak bez kopalni jest rzadkie powietrze… Przewodnik poszedł pierwszy, za nim kolejna osoba, a z oddali słychać jak osuwają się kamienie i piach… Lecą prosto na nas. Nie wiele widać, wdychamy pył, ale nic to, idziemy dalej. Jeszcze kilka metrów i będzie znowu korytarz. Na czworaka przechodzimy malutkim tunelem, pod kolanami grudy ziemi i gliny, w butach co raz więcej osuwających się kamyków. 

Potosi kopalnia_Boliwia (15)

Kiedy przeciskamy się przez metrową szczelinę myśląc że to koniec, przed nami pokazuje się dziura w skałach, ale taka, żeby przez nią przejść trzeba położyć się na ziemi i podciągać w górę na rękach. Gdy już byłam w połowie, cała zaklinowana zobaczyłam, że kolejnym etapem jest pionowy szyb – stanowczo nie dla klaustrofobów:-) Przewodnik łopatą poszerza przejście ale i tak jest bardzo ciężko, duszno, gorąco, brak powietrza, kurz.

Potosi kopalnia_Boliwia (16)

A w głowie myśl: cholera! Ja chyba już widziałam i poczułam wystarczająco tę kopalnię. Na dodatek przewodnik informuje nas, że z powrotem będzie łatwiej… Więc jak pomyślałam, że mam wracać tę samą drogą to wysłałam porozumiewawcze spojrzenie do Maria: wracamy! Mówimy Panu przewodnikowi, że to jednak zbyt hardcorowe dla nas. Teraz tylko szybki zjazd na tyłku do głównego korytarza. Tam zostajemy pokierowani, w którą stronę iść do wyjścia. I tak zostaliśmy sami w kopalni. Co też miało swój urok, bo we własnym tempie podziwialiśmy podziemny świat. Po drodze mijaliśmy pracujących górników. Maszerując wpatrywaliśmy się w czerń korytarza wyczekując światełka w tunelu. W pewnym momencie ukazał nam się diabeł!, władca tej kopalni.

Potosi kopalnia_Boliwia (20)

Górnicy ofiarowują mu liście koki i butelki alkoholu w podzięce za kolejny bezpieczny dzień w pracy. Po chwili widzimy jak z daleka błyska nam światełko w tunelu. To bardzo przyjemne uczucie. W tym momencie wiemy już, że za chwilę będziemy na powierzchni.

Potosi kopalnia_Boliwia (22)

Jeśli ktoś chce obejrzeć niesamowity film o tutejszych górnikach polecamy nagradzany Devil`s Miner (Górnik Diabła) http://www.youtube.com/watch?v=uqk-Scp6Lw8

Przy okazji poszukaliśmy trochę informacji na temat kopali w ogóle i dowiedzieliśmy się, że polskie KGHM jest pierwsze na świecie w wydobyciu srebra… ot co!🙂

7 thoughts on “Potosi, podróż do wnętrza ziemi

  1. Podziwiam Was i podziwiam tych niesamowitych ludzi tam pracujących by móc utrzymać rodziny… Czy wiecie, gdzie można dostać (poza Amazonem) ten film Kiefa Davidsona i Richarda Ladkaniego?

  2. ja pierdziu! nie mówcie, że w przewodniku polecają takie atrakcje?! to chyba sam Bear Gryllz was tam zaciągnął😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s