Pustynia solna, Salar de Uyuni_dzień 1.

Salar de Uyuni Boliwia (6)

Dzień po wizycie w kopalni w Potosi zdecydowaliśmy się nie zwlekać i ruszać dalej. Kolejnym przystankiem w naszej podróży miało być boliwijskie Uyuni. Wstaliśmy wcześnie rano by móc się spokojnie spakować, zjeść śniadanie i wziąć taksę, która zawiezie nas na dworzec autobusowy. Wszystko jednak rozciągnęło się w czasie i chcąc złapać autobus o 11:00 musieliśmy się spieszyć. Jednak wszystko się udało, autobus czekał i nawet udało nam się wykupić w nim bilety w ostatniej chwili. O dziwo autobus wyjechał 3 minuty przed czasem😉 Droga była naprawdę dobra jak na Boliwię, praktycznie cały czas asfaltowa. A za szybą autobusu przepiękny surowy krajobraz. Aż dziw brał, że w tak niedostępnych terenach potrafią żyć ludzie. Był to wstęp do tego co mieliśmy oglądać następnego dnia. Ale po kolei. Podróż autobusem trwała około 5 godzin. Po dotarciu do Uyuni, jak tylko wyszliśmy z autobusu zostaliśmy zaczepieni przez Panią, która zaoferowała nam wycieczkę na pustynię solną. Oczywiście byliśmy zainteresowani, gdyż to był główny cel naszego przyjazdu tutaj. Postanowiliśmy sprawdzić jakie warunki dostaniemy w biurze podróży reprezentowanym przez bardzo wygadaną i ładnie nas zachęcającą „naganiaczkę”. Po dojściu do biura zaprezentowano nam co nas ma czekać w nadchodzących dniach. Nie powiem, że nie byliśmy zaintrygowani. Cena, którą dostaliśmy też nie była zła – 650 boliwianów za osobę (320 zł). Powiedzieliśmy, że się zastanowimy i ewentualnie wrócimy z naszą decyzją później. Chcieliśmy bowiem sprawdzić co do zaoferowania mają inne biura. Generalnie, każda firma turystyczna ma do zaoferowania to samo, czyli wycieczkę na pustynię solną, samochodem terenowym, od 1 do 3 dni. Ważne jest, aby nie trafić na taką, która organizuje to nie solidnie, czyli niedobre jedzenie, szaleni, pijani kierowcy, stare samochody. Omijaliśmy te biura, które nie były polecane na wikitravel.com i zdecydowaliśmy się przyjąć pierwszą ofertę. Inne agencje miały ceny wyższe o 100-150 boliwianów. A tutaj w biurze „Thiago Tours” dodatkowo widzieliśmy na ścianach pozytywne opinie pozostawione przez poprzednich klientów, w tym dewie wystawione przez Polaków. Udało nam się jeszcze zbić cenę o 25 boliwianów. Tak więc wycieczkę mieliśmy już wykupioną, postanowiliśmy więc się zrelaksować. Niestety w Uyuni nie ma zbyt wiele do roboty. Jest to prowincjonalne małe miasteczko. Połaziliśmy trochę po straganach, zrobiliśmy zakupy na kolejne dni, zjedliśmy obiadokolację (ceny jak na taką dziurą koszmarne, 45 boliwianów za pierś z kurczaka z frytkami) i poszliśmy spać. Następnego dnia o 10:30 stawiamy się w biurze podróży i czekamy na nasz transport. Podjeżdża Toyota Landcruiser, domyślamy się, że będzie to nasze auto. Nie było co prawda nowe, ale jak na boliwijskie warunki wyglądało całkiem znośnie i solidnie. Po dopełnieniu warunków formalnych dostajemy polecenie, aby pakować się do samochodu. Ruszamy! Przed nami Salar de Uyuni.

Salar de Uyuni Boliwia (1)

Oprócz kierowcy w samochodzie jest 6 osób. Ania, Ja, dwoje Brytyjczyków, Niemka i Peruwiańczyk. Nasz kierowca (William) całkiem nieźle sobie radził za kółkiem, byliśmy więc zadowoleni z dokonanego wyboru. Pierwszy, stały przystanek każdej tutejszej wycieczki, zaraz za miastem – cmentarz parowozów i starych kolejek. Podobno kiedyś tu był warsztat, który naprawiał takie sprzęty. Zwożono je więc w to miejsce, ale jak widać sporo z nich już tutaj została.

Długo nie zabawiamy w tym miejscu, gdyż jeszcze szmat drogi przed nami. A obok nas kilkanaście podobnych terenówek, a w nich ludzie, którzy jak my wykupili podobną wycieczkę. Jest więc sens aby nie zabawiać w jednym miejscu zbyt długo, i żeby w następnym być wcześniej przed innymi-samotnie🙂

Salar de Uyuni Boliwia (14)

Ruszamy więc dalej, następny przystanek pustynia solna. Właściwie już po wyruszeniu ze starej parowozowni widać ogromne połacie płaskiego terenu. Po jakiejś godzinie, może dwóch dojeżdżamy do miejsca, z którego zaczyna się idealnie płaski i biały teren pustyni solnej.

Salar de Uyuni Boliwia

Słońce razi niemiłosiernie, wręcz oślepia, cały czas trzeba mieć na nosie okulary. Po za tym trzeba się smarować porządnym kremem przeciw UV, gdyż jesteśmy na wysokości ponad 3500m n.p.m, a dodatkowo słyszeliśmy, że jest tu dziura ozonowa. A sam obszar pustyni jest ogromny, ponad 10500 km². 

Coś niesamowitego, jak okiem sięgnąć wszystko białe i płaskie. Tylko w oddali widać cienie gór otaczających to dawne solne jezioro. Okazuje się, że miejsce to jest bogate w różne minerały. Oprócz naturalnie soli w pokłady solanki zawierają: sód, potas, lit, magnez i boraks. Szczególne znaczenie ma występowanie tutaj litu wykorzystywanego mocno w przemyśle (np. baterie litowo-jonowe). Szacuje się, że 43% światowych zasobów litu znajduje się w Boliwii, a większość z nich właśnie na tej pustyni solnej. Niesamowite!

Po krótkiej jeździe docieramy do miejsca, gdzie czerpana jest sól. Usypuje się ją w piramidy, by osuszyć ją z wody. Później ładuje się na ciężarówy i już. Ściekająca woda z kopców daje niesamowity efekt lustra. W ogóle pustynia jest super miejscem na efektowne zdjęcia, szczególnie z użyciem perspektywy, zobaczcie sami..

Niestety w jednym miejscu nie zostajemy zbyt długo, ruszamy dalej. Po kolejnej godzinie albo dwóch dojeżdżamy do słynnej wyspy pośród białego pustkowia, która porośnięta jest gigantycznymi kaktusami. Ale zanim zaczniemy zwiedzać wyspę, lunch. I tu okazuje się, że jedzenie jest naprawdę dobre. Zaczynamy od pysznego kurczaka, z kartofelkami i warzywkami. Palce lizać. Po posiłku nie chce nam się nigdzie ruszać, ale nie ma rady, jest przecież wyspa do zwiedzenia. Bierzemy butlę wody i ruszamy. Mamy godzinę na to aby wspiąć się na szczyt i wrócić. Kaktusy są urocze, ogromne, kolczaste z małymi kwiatuszkami. Podobno rosną centymetr na rok. Można sobie wyobrazić ile mają lat. Widok ze szczytu zapiera dech w piersiach, aż trudno uwierzyć, że udało nam się tutaj przyjechać.

Upał jest niemiłosierny, aż dziw bierze, że w tak przepięknym miejscu są tak skrajnie nieprzyjazne warunki. W dzień upał, w nocy zimno. Do tego sucho i wysoko. Ale może ze względu na takie warunki to miejsce jest jeszcze takie piękne..

Następne kilka godzin to podróż przez białe pustkowia do naszego „hotelu” zbudowanego z soli. Tutaj zanocujemy. Z zewnątrz wygląda to jak jakieś lepianki. Od wewnątrz o wiele lepiej. Wszystko z soli: ściany, podłoga, stoły, siedzenia. Wystrój jak najbardziej pod turystów😉 Ale fajnie przespać się w takim miejscu. Co prawda wygód nie ma, ale atmosfera przednia. Humory dopisywały zarówno nam, jak i naszym towarzyszom. Przegadaliśmy cały wieczór. A przed snem podziwialiśmy gwiazdy, bo warunki ku temu są tu idealne. Szkoda tylko, że nie mieliśmy ze sobą teleskopu.

Za dwa dni kolejne wrażenia z pustynnej eskapady…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s